Polityka: 3 zwycięstwa i 1 porażka
Jeśli kampanii Kaczyńskiego nie ukąsi gen głupoty - który w sobie nosi w zasadzie każdy - to wygra te wybory. Nie zanosi się jednak na to, żeby politycy stracili przekonanie, że wybory wygrywa się sztuczkami propagandowymi. A nie dobrym rządzeniem.
Jeśli kampanii Kaczyńskiego nie ukąsi gen głupoty - który w sobie nosi w zasadzie każdy - to wygra te wybory. Gen głupoty w tym przypadku, to naprawianie tego, co nie jest zepsute. Kampania Kaczyńskiego, jeśli chce zwyciężyć nie powinna nic zmieniać, mimo, że pokusa pełzania przed Grzegorzem Napieralskim jest duża.
Wybory rozstrzygnie bowiem jego elektorat. Nie ma jeszcze szczegółowych wyników badań - ale jeśli nic się nie zmieniło od ostatnich kampanii (a tym zakresie nie sądzę) to jest to elektorat socjalny, który bardziej płynie do PIS niż do PO. Tak przynajmniej te przepływy wyglądały w ostatnich kampaniach. Wystarczy, że kampania Kaczyńskiego nie będzie ich obrażała, a kampania Komorowskiego znajdzie się w niezwykle trudnej sytuacji.
Komorowski dysponuje bowiem towarem, na który wśród polityków jest podobny popyt, jak na narkotyki w południowych dzielnicach Chicago. Stanowiskami. Zapewne pojawi się koncept, żeby je zacząć politykom lewicy obiecywać lub rozdawać. Czy wezmą - zobaczymy. Jeśli wezmą mogą się bardzo pomylić i ci co dają, i ci co biorą. Napieralski nie jest bowiem Rydzykiem, nie ma wyznawców i tak naprawdę nie dysponuje swoimi głosami. Zatem z jego punktu widzenia najlepszym rozwiązaniem jest zachować neutralność. Jeśli jej nie zachowa - dzisiejszy sukces może okazać się klęską. Jego wyborcy mogą bowiem poczuć się oszukani i ogólnie nie najlepiej, że zostali sprzedani za posady i zachować się dokładnie odwrotnie.
Kampania Komorowskiego znalazła się natomiast w matni. Nie pomogły umizgi do lewicowych wyborców, zapewnienia JK Bieleckiego o ważnej roli “przedsiębiorstw państwowych w gospodarce”, zapewnienia, że nie będą prywatyzowane. Nie pomógł Cimoszewicz, ani wszczynanie procesów za “obrazę”, że chce coś “prywatyzować”. Pójście dalej w tym kierunku, wyścigi z PIS kto jest bardziej za socjalizmem, prawie na pewno spowodują utratę części własnych wyborców, bez żadnej gwarancji pozyskania tych, którzy rzeczywiście są za “socjalizmem”.
W każdym razie znowu mamy do czynienia z sytuacją, że Kaczyński może sobie młynek kręcić, a Komorowski musi po raz kolejny wejść na pole minowe, ze świadomością, że jest to wejście pierwsze i ostatnie. Albo będzie miał dobry clear marketing message, albo utonie.
Trzecim wygranym - obok Napieralskiego i Kaczyńskiego - jest Janusz Korwin-Mikke. 4 miejsce to spora niespodzianka, tym bardziej, że prowadził swoją kampanię niemal wyłącznie w internecie, a ponadto ma wieloletni, ugruntowany wizerunek osoby niezbyt poważnej.
Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to - dla nas Obywateli - że nie będzie żadnego przełomu, niezależnie od tego kto ostatecznie wygra. Po tej kampanii politycy nie nabędą przekonania, że wybory wygrywa się dobrym rządzeniem, a nie propagandowymi sztuczkami. Kolejne wybory wygrywa się programem, który w istotnej części się zrealizowało, a nie sondażami czy poparciem “autorytetów”, ilością bilboardów i spotów telewizyjnych. I ta informacja - dla nas Obywateli nie jest najlepsza.
21. Czerwiec 2010
21. Czerwiec 2010
21. Czerwiec 2010
21. Czerwiec 2010
21. Czerwiec 2010
21. Czerwiec 2010
21. Czerwiec 2010