O autorze

Robiłem w życiu różne rzeczy: konspirowałem przeciw komunistom, byłem dziennikarzem, managerem, przedsiębiorcą...
Mieszkałem w kilku krajach, najdłużej 7 lat w USA; w 1996 wróciłem do Polski, gdzie również robię sporo różnych rzeczy, m.in. piszę tego bloga...
Poglądy, myśli i myślątka zawarte w tym blogu są tylko i wyłącznie moimi prywatnymi poglądami i w żadnym stopniu nie odzwierciedlają stanowiska firm i instytucji z którymi jestem związany.

Poza Programem: Po prostu zginąć!

Niby to jasne, że kina nie wymyślili faceci od prasy, a internetu ludzie telewizji i racjonalnie nie powinno się mieć złudzeń, że mocno osadzone sektory będą w stanie wyjść poza utarte kanony swojej branży… Niemniej przykro patrzeć na działania wydawców prasy o charakterze samobójczym…

Czy jesteście w stanie sobie wyobrazić generała, który mając 4 armie, większość uzbrojenia wysyła tej najsłabszej? Tej która nie umie, nie chce, nie zamierza się bić? A w dodatku jeszcze stacjonuje w najmniej ważnym miejscu na froncie? Zapewne tacy byli, ale trzeba głęboko grzebać w bibliotekach, żeby odnaleźć ich zapomniane imiona. Przegrali z kretesem, podejmując działania o charakterze samobójczym - występując przeciw przeciw fundamentom strategii (dziedzina dowolna).

Część gazet właśnie taką działalność podjęła. Inwestują całkiem spore środki w zatrzymanie prenumeratorów. Kuszą - drukarkami, laptopami, gadżetami (tzw. drugiej świeżości) - byleby tylko utrzymać prenumeratora. Inwestują też w reklamę. Słowem lokują swoją energię i pieniądze w najbardziej miękki (słaby) punkt swojego biznesu. Dzielnie wydają ostatnie pieniądze na swoją najsłabszą armię. Miast poszukiwać nowych źródeł przychodów, szukać sposobów migracji do sieci, monetaryzacji sieciowego Klienta, oferować nowe produkty - “ratują” coś co raczej do uratowania nie jest. Papier i dotychczasowe metody dystrybucji - ogniwa w łańcuchu ich biznesu mocno nierentowne, do których już wszyscy wydawcy dopłacają!

Przyznam, że zawsze zdumiewała mnie polityka wspierania czegoś “co nie idzie” (”trzeba wspomóc”) i obcinania środków na coś co idzie lub choćby ma szansę “iść”. W przypadku prasy to prosta droga w przepaść i prognozy dotyczące jej pogrzebu trzeba chyba nieco zweryfikować (na wcześniejsze).

Następnym krokiem “w walce o czytelnika papierowego” powinno być chyba zatrudnienie ulicznych sprzedawców gazet i budowa kiosków z prasą (najlepiej tylko z prasą, żeby guma do żucia nie odciągała uwagi od naszego głównego produktu).

Tak giną przemysły.

TEN WPIS NIE POSIADA JESZCZE KOMENTARZY.

Dodaj odpowiedź

Autor: Cezary KaźmierczakCezary Kaźmierczak | 24. Listopad 2009