O autorze

Robiłem w życiu różne rzeczy: konspirowałem przeciw komunistom, byłem dziennikarzem, managerem, przedsiębiorcą...
Mieszkałem w kilku krajach, najdłużej 7 lat w USA; w 1996 wróciłem do Polski, gdzie również robię sporo różnych rzeczy, m.in. piszę tego bloga...
Poglądy, myśli i myślątka zawarte w tym blogu są tylko i wyłącznie moimi prywatnymi poglądami i w żadnym stopniu nie odzwierciedlają stanowiska firm i instytucji z którymi jestem związany.

W sytuacji, która się zrodziła w bardziej skomplikowanej sytuacji jest Platforma, ponieważ Jarosław Kaczyński z uwagi na żałobę w ogóle może się uchylić od prowadzenia kampanii wyborczej i - jak się wydaje - to chyba najlepsze dla niego wyjście. W tej sytuacji na pole minowe będzie musiał wkroczyć Bronisław Komorowski z próbą dokonania polaryzacji - jednak na bazie CAŁKOWICIE innego języka, bo prymitywnymi atakami na kaczyzm, raczej wiele nie zwojuje.

Jedno jest prawie pewne - z punktu widzenia marketingu politycznego będzie to zapewne jedna z najciekawszych kampanii politycznych. Tragiczne wydarzenia w Smoleńsku - zmieniły warunki tego wyścigu: miejsce, czas, linie startu i mety. Z całą pewnością będzie to kampania, w której o sukcesie zadecyduje, kto popełni mniej błędów.

Nie da się do niej przyłożyć klasycznych schematów kampanijnych: “Wielkiej Obietnicy” i Wroga, przez którego dzieje się “całe zło”. Każdy kto będzie chciał zagrać klasykę - prawdopodobnie przegra. Badania z ostatnich dni faworyzują Bronisława Komorowskiego. Problem z nimi jest tylko jeden - są mało wiarygodne. I bynajmniej nie z tego powodu, że przeprowadzające je instytuty nimi manipulują. Po prostu badanie reprezentatywnej próby Polaków w realiach, w których do urn wyborczych uda się 50-60% uprawnionych ma stosunkowo niewielki sens.

Z bardziej pogłębionych badań - które mogłem oglądać - wynika, że tzw. twarde elektoraty PIS i PO są mniej więcej zbliżone ilościowo i wynoszą z grubsza po 15% ogółu wyborców - co przekłada się na około 6 milionów GŁOSUJĄCYCH obywateli. Kolejne - 4 miliony GŁOSUJĄCYCH to tzw. elektorat pływający - i właśnie tutaj rozegra się batalia. Twarde elektoraty (owe 6 milionów) raczej nie zmienia swoich preferencji, choćby ich lidera złapano na rabowaniu skarbonek kościelnych. Jak się zachowa “elektorat pływający” - tego niestety nikt nie wie. W sytuacji mocnego rozchwiania nastrojów - w olbrzymiej mierze będzie to zależało od komunikacji (bardziej niż w jakichkolwiek poprzednich wyborach).

W sytuacji, która się zrodziła w bardziej skomplikowanej sytuacji jest Platforma, ponieważ Jarosław Kaczyński z uwagi na żałobę w ogóle może się uchylić od prowadzenia kampanii wyborczej i - jak się wydaje - to chyba najlepsze dla niego wyjście. W tej sytuacji na pole minowe będzie musiał wkroczyć Bronisław Komorowski z próbą dokonania polaryzacji - jednak na bazie CAŁKOWICIE innego języka, bo prymitywnymi atakami na kaczyzm, raczej wiele nie zwojuje. Czy trafi w odpowiedni język? Nie wiem - od tego jednak zależą jego zdolności mobilizacyjne dla części swoich wyborców.

Jeśli tak się stanie - kluczowa będzie reakcja PIS. Pójście na wymianę agresywnych ciosów może mu nie służyć, ale może się tak zdarzyć. Ostra bijatyka będzie bardziej korzystna dla PO, a w skrajnym przypadku dla Andrzeja Olechowskiego, choć jest to scenariusz najmniej prawdopodobny.

W każdym razie przed PIS stoi spora szansa. Zakładając model idealny - tj. że nikt nie popełni błędów, większe szanse na wygraną ma kandydat PIS. (Tyle tylko, że nie ma takich kampanii, w których nikt nie popełnia błędów). Już same twarde poparcie Radia Maryja to w warunkach polskich… 2,5 mln głosów - a więc 25% (z głosujących). Na dzisiaj wygląda, że Jarosław Kaczyński takie poparcie toruńskiej rozgłośni uzyska. Nie bez znaczenia jest też termin wyborów - część wyborców PO może być już na wakacjach.

Olbrzymie znaczenie będzie też miało czy PO uda się odkleić od tzw. warszawki, czyli lewicowych neomonarchistów, którzy już lamentują nad rozbudzonymi “demonami patriotyzmu” i publicznie ubolewają nad naszym biednym narodem, który ewidentnie nie dorósł… . W poprzednich kampaniach Donald Tusk umiejętnie dystansował się od tych środowisk i nie dopuścił do powstania w percepcji społecznej znaku równości pomiędzy wyobcowanymi “intelektualistami” a PO. Pamiętając zapewne czym to się skończyło dla Unii Wolności.

Najbliższe tygodnie powinny nieco rozjaśnić sytuację. Jeśli jednak ktoś chce orientować się w którym kierunku wieje wiatr - niech patrzy na trend, a nie na bieżące słupki. Bieżące słupki obejmują bowiem również 40% populacji, która w żadnej sytuacji do wyborów nie pójdzie.

TEN WPIS NIE POSIADA JESZCZE KOMENTARZY.

Dodaj odpowiedź

Autor: Cezary KaźmierczakCezary Kaźmierczak | 26. Kwiecień 2010