O autorze

Robiłem w życiu różne rzeczy: konspirowałem przeciw komunistom, byłem dziennikarzem, managerem, przedsiębiorcą...
Mieszkałem w kilku krajach, najdłużej 7 lat w USA; w 1996 wróciłem do Polski, gdzie również robię sporo różnych rzeczy, m.in. piszę tego bloga...
Poglądy, myśli i myślątka zawarte w tym blogu są tylko i wyłącznie moimi prywatnymi poglądami i w żadnym stopniu nie odzwierciedlają stanowiska firm i instytucji z którymi jestem związany.

Komunikacja: Sekciarstwo

Na branżowych blogach rozkwita ostatnio sekciarstwo, nieustane definiowanie, redefiniowanie, formułowanie sektorów branży, w której działamy, dyskusje o samym sobie, które nikogo poza Autorami nie interesują. Klientów w szczególności.

Prawie każdy człowiek nie przepada za zmianami. Prawie nikt nie traktuje ich jako stałego elementu, a nie odstępstwa, mimo, że historia (szczególnie ostatnich 30 lat) pokazuje, że zmiana jest regułą, a nie wyjątkiem. Ja osobiście akceptuję to pod wewnętrzną dyscypliną i przymusem.

Branża komunikacyjna, która kwitła w ostatnich latach, niczym “rynki finansowe” - mentalnie z obecną sytuacją radzi sobie - powiedziałbym - średnio. Dowodem są różne dyskusje na forach i blogach branżowych, do których coraz rzadzej zaglądam.

Dlaczego? Bo znaczna część owej branży zaczęła zajmować się wyłącznie sobą. Nie wiem czy to ze zmęczenia Klientami, czy z braku roboty - ale czytanie wielostronnych rozważań co jest, a co nie jest PR-em, definiowanie, redefiniowanie etc. określonej dziedziny w branży jest (dla mnie) trudne do zniesienia.

Do tego dochodzi jeszcze polska specyfika 30. letnich “weteranów”, co samo w sobie jest zabawne, ale to już inny temat.

Przyczyną tego stanu rzeczy są właśnie zmiany, które zachodzą na rynku, a których rynek reklamowy nie akceptuje. Rynek się ukształtował, podzielił się na dziesiątki specjalności i nagle ten świat zaczyna się walić - a miało być inaczej i zawsze.

Tymczasem w tej branży - podobnie, jak w każdej innej - warunki dyktuje ten kto ma złoto, czyli Klient. Dla wielu to nie do zaakceptowania. Tworzyliśmy specjalistyczną agencje, budowaliśmy kompetencje, inwestowaliśmy w różne magiczne “narządka” (oj w USA to oni potrafią je lepiej wymyślać niż Kirgizi pić wódkę) i co? I nic.

Okazuje się, że większość Klientów interesuje jak skutecznie się komunikować z Klientem i definicje i sektory branży mają tam, gdzie Pan może Pana Majstra pocałować. Dobór tych narzędzi zależy oczywiście od strategii, celów, grupy docelowej - ale to są kategorie, którymi myślą Klienci, a nie co jest, a co nie jest PR oraz czy coś jest a coś nie jest social media.

Czy to jest czas zmian struktury sektora? Chyba tak i jak ktoś chce przeżyć to niech raczej nie przywiązuje się zbytnio do utartych kanonów swojego sektora, bo może skończyć jak drukarze, którzy myśleli, że są w “biznesie drukarskim” a nie wytwarzania dokumentów, i po wejściu komputerów osobistych zbankrutowało ich w USA aż 4000 firm.

Oni też prowadzili podobne dyskusje, “definiowali”, ustanawiali standardy, deprecjonowali formy biznesowe, “który może sobie zrobić każdy”, podważali ich wiarygodność etc. Klienci jednak wybrali inaczej.

TEN WPIS NIE POSIADA JESZCZE KOMENTARZY.

Dodaj odpowiedź

Autor: Cezary KaźmierczakCezary Kaźmierczak | 19. Grudzień 2009