O autorze

W latach 80. dzialacz podziemnej opozycji, redaktor i wydawca prasy i wydawnictw drugiego obiegu. Laureat Nagrody im
Po Prostu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W latach 1989-95 w USA, redaktor w prasie polonijnej oraz manager w agencji
marketingowej. Po powrocie do Polski m.in. dyrektor sprzedazy RMF FM, zalozyciel firmy szkoleniowej Midwest ITSE oraz agencji public relations MMT
Managment, która aktualnie kieruje. Od 2005 roku ekspert ds. mediów i komunikacji i Czlonek Zarzadu Centrum im. Adama Smitha.

Internet wygra wybory w Polsce. Nie ma pytania “czy?”, tylko “kiedy?”. Może najbliższe, może kolejne… Jest to nieuchronne. Tak się już stało w USA, po preludium Howarda Deana, przyszedł sukces Baracka Obamy. Podobnie będzie w Polsce. Najwyraźniej jednak nie zdają sobie z tego sprawy stratedzy Platformy Obywatelskiej.

Większość polityków w Polsce jest niestety “wykluczona cyfrowo” i nie zdaje sobie sprawy z rosnącej potęgi internetu. Chodzi nie tylko o zasięg, ale również o siłę rekomendacji - ze wszelkich badań prowadzonych na kuli ziemskiej wynika, że o wiele bardziej wierzymy znajomym (choćby wirtualnym) niż tradycyjnym mediom, o politykach i ich pretorianach, nie wspominając.

Stąd zapewne ten protekcjonalny ton - jak choćby wypowiedzi Premiera w rozmowie z Moniką Olejnik na temat spotkania z “internautami” (w ustach Premiera, brzmi to prawie jak z “kosmitami”).

Tymczasem Internet wygra wybory w Polsce. Nie ma pytania “czy?”, tylko “kiedy?”. Może najbliższe, może kolejne… Jest to nieuchronne. Tak się już stało w USA, po preludium Howarda Deana, przyszedł sukces Baracka Obamy. Podobnie będzie w Polsce. Najwyraźniej jednak nie zdają sobie z tego sprawy stratedzy Platformy Obywatelskiej.

Jednak nie nierozumienie internetu i jego siły dziwi mnie najbardziej w postępowaniu Premiera. Dziwi mnie, że zdecydował się pójść na wojnę ze swoim bardzo oddanym elektoratem, lansując “rejestr usług i stron internetowych”, czyli de facto cenzurę prewencyjną Internetu. Jeśli ktoś śledził polski internetowy BUZZ przed ostatnimi wyborami to wie, że zwolennicy PO byli w przytłaczającej większości. Polski Internet gremialnie opowiedział się po stronie PO, a teraz Premier wylewa swoim sympatykom wiadro lodowatej wody na głowę. W moim przekonaniu jest to działanie mające znamiona co najmniej ciężkiego samookaleczenia.

Wystarczy zajrzeć do sieci, do społeczności, na fora… “Zawiozę babcię na wybory”, “Oddam babci dowód”, “Cenzura Internetu - By żyło się lepiej”, “Podziękuj Premierowi…” , “lub Internet” - by pozostać przy cenzuralnych określeniach pomysłu PO. Powstają specjalne strony internetowe, grupy w serwisach społecznościowych, które w kilka dni gromadzą po kilka tysięcy uczestników…

Trudno mi sobie wyobrazić inny powód rozpoczęcia tejże wojenki niż brak wiedzy, pokory i zwykłego zdrowego rozsądku, co z tego wszystkiego dla PO może wyniknąć i jakie może mieć konsekwencje wyborcze.

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, którą wyraźnie widać w BUZZ: zmianę postrzegania Prezydenta, jak ten zaczął sugerować, że weźmie wolność słowa w internecie pod obronę. Co raz częściej w BUZZ pisze się “Prezydent”, a nie tak jak poprzednio…

TEN WPIS NIE POSIADA JESZCZE KOMENTARZY.

Dodaj odpowiedź

Autor: Cezary KaźmierczakCezary Kaźmierczak | 2. Luty 2010