O autorze

Robiłem w życiu różne rzeczy: konspirowałem przeciw komunistom, byłem dziennikarzem, managerem, przedsiębiorcą...
Mieszkałem w kilku krajach, najdłużej 7 lat w USA; w 1996 wróciłem do Polski, gdzie również robię sporo różnych rzeczy, m.in. piszę tego bloga...
Poglądy, myśli i myślątka zawarte w tym blogu są tylko i wyłącznie moimi prywatnymi poglądami i w żadnym stopniu nie odzwierciedlają stanowiska firm i instytucji z którymi jestem związany.

Poza Programem: Black market

Moja firma (MMT Management) organizuje w przyszłym tygodniu Czarny Rynek Wiedzy Marketingowej. Jest spotkanie oparte na idei speed dating. Generalnie eksperci z różnych gałęzi marketingu udzielają bezpłatnych konsultacji.

Do udziału w tym przedsięwzięciu udało nam się zaprosić naprawdę wielu wybitnych specjalistów, ludzi z wieloletnim doświadczeniem, od których można naprawdę wiele się dowiedzieć i nauczyć. Zresztą ich listę można zobaczyć na stronie Impactora i samemu ocenić.

Impreza się uda, jest sporo zainteresowanych - nie jest to więc propagowanie tego przedsięwzięcia. Zdumiewająca jest natomiast inna rzecz - prawie tyle samo osób zgłosiło chęć udziału w tym przedsięwzięciu w charakterze eksperta!.

Niby pozytywne myślenie o sobie to cecha pomagająca w życiu, ale przeglądając te zgłoszenia nie mogłem wyjść ze zdumienia, jak wiele osób - powiedzmy - zaczyna lewitować. Po raz pierwszy chyba z całą mocą dotarło do mnie, że żyję w kraju, w którym mamy 38 milionów trenerów reprezentacji piłkarskiej, 38 milionów premierów i prezydentów oraz w co najmniej milion ekspertów marketingowych! W kraju 30. letnich “weteranów” i “seniorów” sektora. W tej sytuacji wyniki badań, z których wynika, że Polacy chcieliby wcześniej przechodzić na emeryturę są zupełnie zrozumiałe.

Gdyby w Chicago, w którym mieszkałem, szefowie domów mediowych, czołowych agencji, instytutów badawczych zorganizowali podobną do naszej imprezę - z całą pewnością musiałaby powstać jakaś komisja weryfikacyjna, tylu byłoby chętnych. U nas komisja nie była potrzebna.

Może to zresztą jest wyjaśnienie, ze na 100 największych wynalazków - 90% wymyślono w Stanach, gdzie większość rozumie, że człowiek “uczący się” może podbić świat, a “nauczony” szybko przekona się, że został doskonale przygotowany do życia w świecie, który już nie istnieje…

Przypomina mi się też historia z jednego z Crackfilmów z lat 90. Przybyło tam może z 1000 uczestników i odbył się wykład na temat reklamy Brazylijczyka polskiego pochodzenia, zdobywcy kilku Złotych Lwów w Cannes (W tamtym czasie żaden Polak nie zdobył nawet brązowego!). I co? Z tego tysiąca uczestników pojawiło się około 40 osób! Reszta uznała chyba, że wszystko już wie. Zdumiewające.

Efekty takich postaw możemy potem oglądać w żenujących konceptach marketingowych, skazanych na klęskę jeszcze przed kick offem, w kampaniach reklamowych po obejrzeniu, których specjalistom oczy wyłażą z orbit, czy projektach PR, które bardziej szkodzą markom i firmom, niż pomagają.

Niestety, nie żyjemy w kraju 1000 ekspertów, a najbardziej przekonują się o tym ci, którzy prowadzą rozmowy rekrutacyjne. W co najmniej połowie CV na stanowiska typu junior, jako największe dokonanie życiowe wymieniane jest “ukończenie studiów” - zupełnie jakby to był bilet do kariery. W Polsce tymczasem to jest jedynie możliwość ubiegania się o możliwość kupienia biletu, bez żadnej gwarancji.

Life time learning, podobnie jak budowa dróg, w Polsce się nie przyjęła. Nie wiem na jakiej podstawie ale całkiem spora grupa ludzi sądzi, że z chwilą odebrania dyplomu ich edukacja się skończyła. Mam dla nich bardzo złą wiadomość - ona dopiero się w tym momencie zaczyna.

life time learning wymaga nie tylko pokory, pokory i jeszcze raz pokory ale głównie mentalnej otwartości i elastyczności, a Polska jakoś strasznie "usztywnia" mam wrażenie :( gkosson
20. Luty 2010

Dodaj odpowiedź

Autor: Cezary KaźmierczakCezary Kaźmierczak | 20. Luty 2010