O autorze

W latach 80. dzialacz podziemnej opozycji, redaktor i wydawca prasy i wydawnictw drugiego obiegu. Laureat Nagrody im
Po Prostu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W latach 1989-95 w USA, redaktor w prasie polonijnej oraz manager w agencji
marketingowej. Po powrocie do Polski m.in. dyrektor sprzedazy RMF FM, zalozyciel firmy szkoleniowej Midwest ITSE oraz agencji public relations MMT
Managment, która aktualnie kieruje. Od 2005 roku ekspert ds. mediów i komunikacji i Czlonek Zarzadu Centrum im. Adama Smitha.

Marketing: Black market

Moja firma (MMT Management) organizuje w przyszłym tygodniu Czarny Rynek Wiedzy Marketingowej. Jest spotkanie oparte na idei speed dating. Generalnie eksperci z różnych gałęzi marketingu udzielają bezpłatnych konsultacji.

Do udziału w tym przedsięwzięciu udało nam się zaprosić naprawdę wielu wybitnych specjalistów, ludzi z wieloletnim doświadczeniem, od których można naprawdę wiele się dowiedzieć i nauczyć. Zresztą ich listę można zobaczyć na stronie Impactora i samemu ocenić.

Impreza się uda, jest sporo zainteresowanych - nie jest to więc propagowanie tego przedsięwzięcia. Zdumiewająca jest natomiast inna rzecz - prawie tyle samo osób zgłosiło chęć udziału w tym przedsięwzięciu w charakterze eksperta!.

Niby pozytywne myślenie o sobie to cecha pomagająca w życiu, ale przeglądając te zgłoszenia nie mogłem wyjść ze zdumienia, jak wiele osób - powiedzmy - zaczyna lewitować. Po raz pierwszy chyba z całą mocą dotarło do mnie, że żyję w kraju, w którym mamy 38 milionów trenerów reprezentacji piłkarskiej, 38 milionów premierów i prezydentów oraz w co najmniej milion ekspertów marketingowych! W kraju 30. letnich “weteranów” i “seniorów” sektora. W tej sytuacji wyniki badań, z których wynika, że Polacy chcieliby wcześniej przechodzić na emeryturę są zupełnie zrozumiałe.

Gdyby w Chicago, w którym mieszkałem, szefowie domów mediowych, czołowych agencji, instytutów badawczych zorganizowali podobną do naszej imprezę - z całą pewnością musiałaby powstać jakaś komisja weryfikacyjna, tylu byłoby chętnych. U nas komisja nie była potrzebna.

Może to zresztą jest wyjaśnienie, ze na 100 największych wynalazków - 90% wymyślono w Stanach, gdzie większość rozumie, że człowiek “uczący się” może podbić świat, a “nauczony” szybko przekona się, że został doskonale przygotowany do życia w świecie, który już nie istnieje…

Przypomina mi się też historia z jednego z Crackfilmów z lat 90. Przybyło tam może z 1000 uczestników i odbył się wykład na temat reklamy Brazylijczyka polskiego pochodzenia, zdobywcy kilku Złotych Lwów w Cannes (W tamtym czasie żaden Polak nie zdobył nawet brązowego!). I co? Z tego tysiąca uczestników pojawiło się około 40 osób! Reszta uznała chyba, że wszystko już wie. Zdumiewające.

Efekty takich postaw możemy potem oglądać w żenujących konceptach marketingowych, skazanych na klęskę jeszcze przed kick offem, w kampaniach reklamowych po obejrzeniu, których specjalistom oczy wyłażą z orbit, czy projektach PR, które bardziej szkodzą markom i firmom, niż pomagają.

Niestety, nie żyjemy w kraju 1000 ekspertów, a najbardziej przekonują się o tym ci, którzy prowadzą rozmowy rekrutacyjne. W co najmniej połowie CV na stanowiska typu junior, jako największe dokonanie życiowe wymieniane jest “ukończenie studiów” - zupełnie jakby to był bilet do kariery. W Polsce tymczasem to jest jedynie możliwość ubiegania się o możliwość kupienia biletu, bez żadnej gwarancji.

Life time learning, podobnie jak budowa dróg, w Polsce się nie przyjęła. Nie wiem na jakiej podstawie ale całkiem spora grupa ludzi sądzi, że z chwilą odebrania dyplomu ich edukacja się skończyła. Mam dla nich bardzo złą wiadomość - ona dopiero się w tym momencie zaczyna.

life time learning wymaga nie tylko pokory, pokory i jeszcze raz pokory ale głównie mentalnej otwartości i elastyczności, a Polska jakoś strasznie "usztywnia" mam wrażenie :( gkosson
20. Luty 2010

Dodaj odpowiedź

Autor: Cezary KaźmierczakCezary Kaźmierczak | 20. Luty 2010