Polityka: GOP. Kto?
Już w najbliższą sobotę może się z dużym prawdopodobieństwem rozstrzygnąć kto wystartuje w amerykańskich wyborach przeciwko Obamie. Mimo przegranej we wczorajszej debacie z Gingrichem - faworytem jest Romney. Jego przekonujące zwycięstwo w Południowej Karolinie może spowodować, że nic go nie zatrzyma w uzyskaniu nominacji Grand Old Party. Nawet południowy pas biblijny, raczej mu niechętny.
Zwycięstwo Romneya przed “Super Wtorkiem” (primary w wielu stanach, ponad 500 głosów elektorskich) to niezbyt częste zjawisko w prezydenckich kampaniach nominacyjnych. Nie wynika ono jednak z popularności Romneya - powszechnie uważa się, że ma on (obok Gingricha) największe szanse na pokonanie Obamy. Ale tylko niewiele ponad 30% wyborców chce głosować na Romneya, pozostali głosują “przeciw Obamie”
Ostatnie sondaże mówią o remisie - robione są jednak w czasie republikańskiej bitwy wewnętrznej (polskie kampanie wyborcze przy nich to niewinne igraszki). Po wyłonieniu kandydata szanse nominowanego na ogół idą o kilka procent w górę, co oznaczałoby, że zwycięstwo Romneya nad Obamą jest wielce prawdopodobne. Ale…
No właśnie ale… Romney to polityk gabinetowy. Wszelkie jego wystąpienia publiczne rażą pewną nienaturalnością i sztucznością, mimo lat treningu. Polemiki i spory, to też nie jest jego najmocniejsza strona. On po prostu może przegrać debaty z Obamą, który jest w tym świetny, i pogrzebać szanse na powrót Republikanów do Białego Domu.
Wygląda zatem na to, że odesłanie Obamy z powrotem do Chicago jest 50/50, niestety.
W debatach z Obamą poradziłby sobie Gingrich - ale jego akurat Romney zniszczył wydając grube miliony dolarów na negatywne spoty wyborcze w Iowa i New Hampshire. Jest mała szansa, żeby udało mu się to odwrócić.
Szkoda, bo Gingrich jest najlepszym kandydatem także dla Polski - zna i lubi, co ma jednak pewne znaczenie. Romney być może wie, że Polska leży w Europie, ale nie jest to wcale takie pewne.
Na szczęście dla Polski szans wydaje się nie mieć Ron Paul - ulubieniec polskich środowisk wolnorynkowych, które widzą tylko jego hasła wolnorynkowe, a nie chcą widzieć izolacjonistycznych. Zwycięstwo Paula oznacza de facto powrót do geopolitycznej mapy wpływów sprzed 1990 roku. Gruzja, Ukraina, kraje nadbałtyckie w perspektywie kilku lat mogłyby znaleźć się w rosyjskiej strefie wpływów. Potem być może przyszłaby kolej na Europę Środkową, a więc i na nas.
“Pokojowa” polityka Paula - również źle skończyłaby się w dłuższej perspektywie dla samych USA. Amerykańscy żołnierze musieliby szybko powrócić w niektóre rejony świata. Bez US Army, światowego policjanta, powstanie państw terrorystycznych typu Afganistan za Talibów, byłoby tylko kwestią czasu. Teraz boją się będącego w pobliżu żandarma z pałką w ręku. Gdy żandarm pójdzie do domu… Rozpoczęłoby się organizowanie przez nich państwowych zamachów terrorystycznych i nie pozwoliły by Paulowi schować się za morzem, w obrębie swoich granic.
ZOBACZ WSZYSTKIE SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Mam odmienne poglądy na kampanie prezydencką od Pana. Przede wszystkim po pierwszych wynikach widać, że będzie to istny maraton w którym R. P. ma szansę pokonać innych kandydatów. Jeżeli dotrzyma im kroku odniesie zwycięstwa w kilku stanach i wygra w Teksasie, może okazać się, że to on stanie do walki o prezydenturę. Ulubieniec środowisk wolnorynkowych bo to jedyny wolnorynkowy prezydent. Cała reszta to bagno nie dające szans na zmiany i nic innego. Wygrana R. P. spowoduje, że USA największe światowe mocarstwo zwróci się ku normalizacji. To co mamy dzisiaj to istne szaleństwo i cyrk na kółkach. Miejmy nadzieje, że w takiej sytuacji inne państwa zrewidowałyby swoją politykę. Co do zdanie, że R. P. to tragedia dla Polski? Nie widzę żadnego związku między USA a naszym bezpieczeństwem. Nie widzę również żadnego zagrożenie terrorystycznego dla Polski. Nie będę się rozpisywał im więcej wolnościowych i wolnorynkowych państw na świecie tym lepiej.
01 02 2012, 18.29