O autorze

Robiłem w życiu różne rzeczy: konspirowałem przeciw komunistom, byłem dziennikarzem, managerem, przedsiębiorcą...
Mieszkałem w kilku krajach, najdłużej 7 lat w USA; w 1996 wróciłem do Polski, gdzie również robię sporo różnych rzeczy, m.in. piszę tego bloga...
Poglądy, myśli i myślątka zawarte w tym blogu są tylko i wyłącznie moimi prywatnymi poglądami i w żadnym stopniu nie odzwierciedlają stanowiska firm i instytucji z którymi jestem związany.

Euro 2012 nie ma najmniejszego sensu ekonomicznego ani dla Polski, ani dla Ukrainy, co okaże się niebawem w pełną mocą (pierwiosnki już są – Stadion w Gdańsku, który od niedawna utrzymuje gdański podatnik, bo operująca na nim spółka nie była w stanie się utrzymać).

Piszę „gdański podatnik” a nie „Miasto Gdańsk” ponieważ miasto Gdańsk nie posiada żadnych własnych pieniędzy, a tylko te które odbierze gdańszczanom w podatkach. Niestety, większość gdańszczan (i Polaków) o tym nie wie. Gdyby wiedzieli to Prezydent Adamowicz oraz inni Prezydenci, Premierzy i Tajni Radcy Dworu nie mogliby tak łatwo zabawiać  się w Świętych Mikołajów.

Ale jednak też nie tak trudno – budowa Stadionu Narodowego kosztowała każdego Polaka 45.50 PLN. Pójdzie ktoś za taką kwotę umierać na barykady? Nie pójdzie, a więc łatwo.

Mistrzami dojenia są jednak prawdziwi organizatorzy biznesu Euro 2012 czyli UEFA. Spędziłem ostatnio kilka dni w Kijowie. Poprzednio byłem rok wcześniej. Miasto nie do poznania.

Rok wcześniej we wszystkich barach, u fryzjerów, w hotelach w telewizorach – Fashion TV. Teraz mecze piłkarskie. Emblematy Euro 2012 – wszędzie: w sklepach, instalacjach, banerach, na ustach ludzi. O Euro próbował rozmawiać ze mną dumny taksówkarz i dumna kelnerka – oczywiście dumni są, że u nich jest „Jewro”. Atmosfera w Kijowie w ogóle jest taka jakby te „Jewro” już się odbywały.

No ale oni są jeszcze bardziej zakompleksieni od nas  – „Co powie Jewropa?”. Nie oznacza, to że my jesteśmy „mało” zakompleksieni. Jednak u nich to już czyste szaleństwo.

Nie wiedzą biedni jeszcze ile za te kompleksy zapłacą i w tym szaleństwie gotowi są robić rzeczy, których Panisko Platini (znajomy Zbigniewa Bońka) nawet od nich nie żąda. Niektóre skrajnie idiotyczne. Na przykład teraz rujnują, nie – zrujnowali już Andriejewski Uzwiz. Najpiękniejszą kijowską ulicę wijącą się ze wzgórza na którym stoi Sobor Św. Andrzeja na dół do Kontraktowej Płoszczy. Byłem w Kijowie kilkanaście razy ale nie byłem ani razu, żeby nie pójść pospacerować po Uzwizie, pooglądać handlarzy, grajków, poetów, artystów, grafomanów, posiedzieć w tamtejszych knajpkach… Przychodzili tam chyba wszyscy turyści przyjeżdzający do Kijowa. Na Uzwizie mieszkał Michaił Bułhakow i Lew Szestow. Obok Uzwizu mieszkał też nawet Leonid Kuczma.

Ale chyba według włodarzy Kijowa, Uzwiz miał jedną straszną wadę – powyginany we wszystkie możliwe strony XIX wieczny bruk. No łatwo chodzić nie było, trzeba przyznać . Co na to powie „Jewropa”, jak przyjedzie na „Jewro”? No i ci – przepraszam – kretyni postanowili wymienić nawierzchnię. Obawiam się niestety, że na „jewropejską” kostkę Bauma. Masakra. Żegnaj Uzwizie bez Ciebie Kijów nie będzie już taki sam!

Kijów szykuje się na to co powie „Jewropa” na każdym kroku. Ciężkie szaleństwo ma też miejsce na Borispolu, czyli ichniejszym lotnisku. Jeszcze dwa lata temu było to bardzo ohydne i nieprzystosowane do czegokolwiek miejsce. Ale je zgrabnie i ładnie przebudowano i w tej chwili to bardzo ładny dworzec lotniczy – zrobiony tak na moje oko, z rozsądnym zapasem na 30 procentowy wzrost ruchu. Ruch na lotnisku w Kijowie nie jest duży. To biedny kraj z przeciętną emeryturą 100 „Jewro”. Ale nie takie numery z Paniskiem Platninm (znajomym Zbigniewa Bońka). Na „Jewro” potrzebny jest drugi terminal! No i oni go budują!  NA DWA TYGODNIE!!! Zupełnie niewiarygodne! Po „Jewro” będą odlatywać  stamtąd bociany.

Los stadionów jest przesądzony już – i w Polsce i na Ukrainie. Uprawiając turystykę alkoholowo-kulinarną siłą rzeczy musiałem patrzeć na te telewizory, a w każdym był mecz. Na wszystkich pustki na trybunach. Po „Jewro” inaczej nie będzie. Pewnie swój w Dniepropietowsku, Ihor Kołomojski będzie utrzymywał sobie dla jaj, tak samo jak w Doniecku, Rinat Achmetow. Gorzej może być z naszymi, bo u nas nie ma takich, którzy mogliby to sobie tak dla jaj zrobić. Trudno, trzeba będzie się przeprosić z Wietnamczykami. Wygląda to na jedyny ratunek.

Świetnie natomiast na „Jewro” zarobi Panisko Platnini (znajomy Zbigniewa Bońka) – nie płaci VAT, ani podatków dochodowych, z każdej rzeczy związanej z „Jewro” podbiera zdrowy procent – od praw telewizyjnych do sprzedaży piwa i gadżetów! Jedno skrzywienie jego brwi i Sejm zmienia ustawę, że można piwem handlować na stadionach! Geniusz. A nie wydał ani jednego „jewrocenta” na te inwestycje! Geniusz.

Mam tylko wrażenie, że ci którzy dali mu się zaprząść  do tego jewro kieratu geniuszami zgoła nie są.

Felieton ukazał się w Dzienniku Gazecie Prawnej

KOMENTARZE (1)
ZOBACZ WSZYSTKIE SKOMENTUJ ARTYKUŁ
true... darek
11 04 2012, 17.27
Autor: Cezary Kaźmierczak | 05.Kwietnia 2012

Wszystko się zmienia. Ameryka też. Po roku odwiedziłem ten - dalej jednak - jeden z najbardziej wolnych krajów świata. Oto garść migawek. Taki mini-alfabecik z obserwacji, które same wpadają do głowy, bez zbędnego używania procesora.

Biały człowiek - w normalnych, przeciętnych restauracjach ($15-30 za obiad) pojawili się masowo biali kelnerzy. Kilka lat temu spotkać w takiej restauracji białego kelnera było rzeczą praktycznie niemożliwą. Biali kelnerowali wyłącznie w najdroższych (najwyższa kategoria cenowa Zagata) knajpach.

Benzyna - mimo, że nadal tańsza dwa razy niż w Polsce u Jankesów budzi wściekłość. Facet w restauracji śniadaniowej z pianą na ustach mówi, że bak kosztuje go… 40 dolarów!!! Na moja uwagę, że mnie w Polsce kosztuje $110 - wybałusza z niedowierzaniem oczy: - Ty chyba jesteś milionerem, jak Cię na to stać!

Ceny - koniec raju zakupowego. Koniec markowych koszul czy jeansów po $9.99 czy 19.99. Porządna koszula kosztuje dzisiaj $39,99 (tak bez szukania jakiegoś nadmiernego)

Domy - sporo staniały. W dobrej dzielnicy ładny dom za 200 - 250 tysięcy USD to standard i… trudno sprzedać. Koniec raju dla obrotu nieruchomościami. Przez ostatnie 50 lat czas sprzedaży nieruchomości nie przekraczał 3 miesięcy. Teraz spotkałem ludzi, którzy sprzedają swój dom rok, a nawet dwa lata. Dla nich to szok.

Rick Perry - gubernator Teksasu. Kandydat do nominacji Partii Republikańskiej w wyborach prezydenckich. Od czasów Reagana Republikanie nie mieli takiego mówcy. Ma też osiągnięcia - w czasie gdzie w innych stanach rosło bezrobocie w Teksasie - dzięki rozsądnej polityce Perrego ["Pracę dają przedsiębiorcy, a nie rząd. Rząd ma im w tym nie przeszkadzać"] - przybyło 1 milion miejsc pracy. Wada:  niewyparzony język. Demokraci już mu przypominają jego myśl, że “nigdzie w Konstytucji nie jest napisane, że stan Teksas nie może wystąpić z USA”. Jeżeli poradzi sobie z tą przypadłością ma realne szanse zostać przyszłym Prezydentem.

Blue Heron Farm - ekskluzywny kurort na wyspie Martha’s Vineyard ( tydzień pobytu ok. 150 tyś złotych) - tam udał się na urlop z rodziną, ten który miał “nie spocząć dopóki ostatni Amerykanin nie znajdzie pracy”, czyli Obama, żeby odetchnąć sobie wśród gwiazd Hollywood.  Bezrobocie dochodzi do 10% - rzecz niesłychana dla Amerykanów. O dziwo ten występ krytykują nawet liberalne media Wschodniego Wybrzeża, podliczając ile milionów dolarów będzie kosztowało podatnika zapewnienie mu tam ochrony.

39% - według Gallupa wynosi poparcie dla Obamy. To zdaje się najniższe poparcie dla Prezydenta po II wojnie światowej.

Stock - koniec całorocznych kolekcji w sklepach. Teraz w sierpniu w sklepach rzeczy na jesień. Jeszcze 2-3 lata temu o tej porze, jesień co prawda przeważała, ale nie było żadnego problemu, żeby kupić stroje zimowe czy wiosenne. Teraz po prostu ich nie ma. Sklepy znacznie obniżyły “zatowarowanie”.

Socjalizm - znajoma oświadcza: “- Zmęczona jestem. Chciałabym sobie wziąć trochę dłuższych wakacji. Chciałabym, żeby mnie zwolnili. Chyba zacznę nad tym pracować… Obama wprowadził teraz 1,5 roku zasiłku dla bezrobotnych, chyba skorzystam z tego…” Dla mnie szok. Zaznaczam, że jest to uczciwa, pracowita osoba. Oto jak socjalizm deprawuje ludzi.

Żarcie - z niejakim zdumieniem zobaczyłem, że w jednej z moich ulubionych restauracji (Bob Chinns w Wheeling, IL) cena mojego ulubionego tamże dania (Alaskan King Crab Legs)  z $23,99 podskoczyła w ciągu roku do…. $53,99… Ale restauracja - jak zawsze, a bywam w niej od 20 lat, bo to najlepsza knajpa sea food na świecie) - pełna… Dalej nie przyjmują rezerwacji na party mniejsze niż 12 osób.

Miałem też przygodę ze służbą zdrowia - emergency w temacie ból ucha - ale może nie będę opisywał, żeby nie frustrować ludzi. W każdym razie tzw. “opieka zdrowotna” tam i u nas - to dwie odległe o lata świetlne planety. Porównuje to nie z państwową służbą zdrowia w Polsce, tylko prywatną.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 19.Sierpnia 2011

Sporą burzę wywołuje sprawa posądzenia jednego z polskich generałów, który zginął w katastrofie smoleńskiej, że był pod wpływem alkoholu. O trzeźwości kontrolerów brak najmniejszej wzmianki. Może warto więc napisać coś o piciu w Rosji i na Ukrainie.

Zacznijmy od tego, że nie jestem w stanie nawet policzyć ile razy byłem na Wschodzie. Najczęściej na Ukrainie, ale Ukraina (szczególnie wschodnia) to taka Rosja Light i akurat w tej sprawie można o nich pisać łącznie.

Pije się tam dużo, choć ci którzy mają umiar, czynią to moim zdaniem mądrzej niż Polacy czy Amerykanie. Ale o tym później w rozdziale o “przepisach kulinarnych”.

Przede wszystkim jest w zasadzie niemożliwe, żeby w Rosji zostać zaproszonym “na wódkę”. Z marszu uznane zostałoby to za zaawansowany alkoholizm. Procedura picia rozpoczyna się najczęściej  zaproszeniem “na kawę”, przy czym wszystkie strony wiedzą, że o żadną kawę bynajmniej nie chodzi.

Gdy już “spotkaliśmy się na kawie” zawsze pada propozycja wypicia kieliszeczka koniaku “do kawy” i tak rusza razgawor. Po pewnym czasie jedna z osób stwierdza, że jest “trochę” głodna i chętnie coś by przekąsiła… Woła więc kelnera i zamawia - uwaga - talerz mięs + talerz warzyw. Przekąski - wśród nich obowiązkowo słonina - wręcz wymyślone do kawy i koniaku!

Oczywiście nie sposób tego połączyć więc w ogóle zakuski nie schodzą, schodzi natomiast kawa i koniak. Obie strony patrzą na siebie ze zdziwieniem, po czym po chwili namysłu zgodnie stwierdzają, że przecież nie można zostawić tyle jedzenia, bo byłby to nieekonomiczny idiotyzm… Wołają więc oficjantkę i z całkowitym zdecydowaniem zamawiają po 100 gram.

Początkujący oficjant (kelner) będzie próbował się targować - Przestańcie się wygłupiać, nie będę biegał w tę i nazad, weźcie od razu siem (0,7 litra)… - prosi. Biesiadnicy robią wówczas taką minę, jakby posądzono ich o kradzież Bursztynowej Komnaty… - My… gdzie… tylko zakuska została, tylko po 100 gram i ani grama więcej! Bardziej doświadczony oficjant spełnia zamówienie bez mrugnięcia okiem.

Potem zaczyna się już akt III i zarazem ostatni. Złośliwie wciąż  jednocześnie nie może się skończyć wódka i jedzenie, tym bardziej, że po zimnych zakuskach, na stół wjeżdża już normalny obiad…

Końcowy szcziot na dwóch mołojców w sile wieku za to spotkanie na “kawie” to wspomniane kawy, dwa kieliszki koniaku, dwa razy zakuski mięsne i warzywne, zupa, drugie danie i… około 1500 gramów!

W tym teatrze uczestniczą wszyscy! Wszyscy wiedzą o co chodzi i wszyscy perfekcyjnie odgrywają swoje role.

Przy czym picie w Rosji ma charakter niemal sakralny. Nie mówi się nawet, że coś należy “opić”  ale wręcz religijnie “obmyć”. Do “obmycia” musi być okazja - picie bez okazji jest absolutnie wykluczone. Zakup butów czy swetra to wieczór “obmywania”, żeby się dobrze nosiły i w ogóle radość z zakupu. Przy poważniejszych zakupach oczywiście również poważniejsze jest “obmywanie”. Wiadomo przecież, że nie “obmyty” przez co najmniej 3 dni samochód w ogóle nie będzie jeździł, albo właściciel strasznie przepłacił… No zakup domu czy daczy to już minimum tydzień “obmywania” - jest to absolutnie obowiązkowe, inaczej chałupina niechybnie się rozpadnie albo spłonie… itd.

Znakomitą okazją do picia są też wszelkie praźniki (święta). Kiedyś z Tomkiem Wróblewskim (niedaleko… Smoleńska) w praźnik 8 marca (wielki to praźnik na wschodzie!) byliśmy zdaje się jedynymi trzeźwymi facetami w promieniu kilkuset kilometrów. Tak to przynajmniej wyglądało.

Przecież tam władze od nowego roku do świąt prawosławnych OFICJALNIE zamykają funkconowanie kraju (wszyscy mają wolne), bo nie ma sensu, żeby nie mieli, gdyż wszyscy i tak nie pracują, tylko “świętują”!

Zresztą o piciu na Wschodzie mógłbym pisać jeszcze z 3 godziny, ale kobieta mnie wzywa do jakichś obowiązków domowych, więc muszę kończyć.

Na zakończenie tylko rosyjski sposób na pice wódki ze stosunkowo małymi konsekwencjami, albo nawet bez jak się nie przekroczy powiedzmy 300 gram w długi wieczór.

- Przede wszystkim dużo jeść. Zakąszać po każdym kieliszku. Jeść zarówno zimne zakąski, jak i gorące. Jeść tłusto.

- Pod żadnym pozorem nie pić drinków. Tylko czysta wódka. Nie mieszać alkoholi.

- Pić dużo minerałki. Nie pić różnych wynalazków typu coca-cola czy soków. Tylko minerałka i w dużych ilościach. Jeśli już ktoś musi mieć jakiś inny smak niż woda do popicia - zwykła herbata.

- Przed snem wypić co najmniej tyle minerałki ile się wypiło wódki.

Przestrzeganie tych zasad przy tzw. rozsądnym spożyciu w zasadzie likwiduje kaca. W tym im trzeba wierzyć - tu akurat są dobrzy… Aczkolwiek znajomy Rosjanin, z którym rozmawiałem, był nieco zmieszany, jak dowiedział się, że wybieram się do Kirgizji… Po “zaświeceniu lampą po oczach” wyznał z wielką niechęcią, że Kirgizi podobno są w tym sporcie nawet lepsi od nich (trudno mi w to uwierzyć). Kraj który pokonał Hitlera, nie znosi tego najlepiej emocjonalnie… dlatego - nazwijmy go Kola - stanowczo odradza mi wyjazd tamże, twierdząc, że nie ma tam absolutnie nic ciekawego. Zobaczymy.

KOMENTARZE (5)
ZOBACZ WSZYSTKIE SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Doskonały post, niezmiernie wartościowy. Widać, iż posiadasz smykałkę do pisania. Powinieneś systematyczniej publikować artykuły na swoim blogu. Z pewnością nikt się nie obrazi :) Przemyśl to mój Ty pisarzu! Pewnie posiadasz duży ruch na witrynie. Pozycjonowanie Końskowola
02 12 2011, 12.06
Autor: Cezary Kaźmierczak | 17.Stycznia 2011