Kuchnia: “Ameryka” w Warszawie
Ciężko w Warszawie o dobrą restaurację, niestety. Z różnych półek potrfelowych i na różne okazje. Powodów jest co najmniej kilka i już na tym blogu o tym pisałem. Nie brakuje natomiast wynalazków obrażających Boga i ludzi.
Z pewnych powodów jeżdżę ostatnio często ulicą Włodarzewską. Mieszkałem tam kilka lat, potem kilka lat tam nie bywałem i miałem spokój. Teraz ten spokój utraciłem. Dzieje się tak z powodu widocznych tamże reklam “restauracji” Pink Flamingo, która reklamuje się jako “restauracja amerykańska”.
To Amerykę ośmiesza, a ja kocham ten kraj i będę go bronił.
Większość ludzi, która w US nie była (lub była i $ szkoda było) myśli, że kuchnia amerykańska jest okropna. Zgoda - ta okropna też jest. Ale generalnie jeśli chodzi o restauracje nie spotkałem nigdzie lepszych knajp niż w USA, a byłem w 70 krajach świata i zawsze był to przedmiot mojego wielkiego zainteresowania. Wadą dobrych knajp w Stanach są ceny - np. obiad w najlepszym na świecie steakhouse w Chicago (Chop House, 60 West Ontario Street) to niestety ok. $100 na głowę. No ale to są Himalaje. Takie Alpy to wydatek $40-50 za obiad. Poziom “Alp” jest jednak taki, że Warszawie to musiałbym się bardzo zmóżdżyć, żeby takie alpejskie miejsce wskazać.
Są oczywiście też restauracje smorgasboard (jesz ile chcesz za $6 -9) czy familiy restaurant ($10-20 za obiad) no ale je trzeba raczej omijać, chyba że nie ma się kompletnie forsy, a jeść przecież trzeba. Szczególnie na początku pobytu w US zdarzało mi się w takich miejscach bywać i zaręczam, że to jednak ekstraklasa przy Pink Flamingo.
Wystrój tej “restauracji” jest niezły - odpowiada estetyce jeszcze innej kategorii amerykańskiej gastronomii, a mianowicie barom fast food, które w ogóle nie nazywają się restauracjami. Niektóre zresztą są bardzo dobre - jak jestem w Chicago ZAWSZE specjalnie jadę do Portillo w Arlington Heights, żeby zjeść wspaniałego hot doga (Vienna Beef), którego tam dają. Kiedyś w barach na Maxwell Street serwowano znakomitą Maxwell Polish Sausage, ale MS już nie ma
Pink Flamingo natomiast doprowadza mnie do szału dlatego, że kilkakrotnie podjąłem tam nieudaną próbę zjedzenia czegokolwiek. Żeberkami mnie po prostu rozśmieszyli, źle zgrilowane, raczej na pewno nie dopiekane i w dodatku polane najtańszym chyba sosem BBQ na rynku. W ogóle restauratora, który używa sosu BBQ ze sklepu, należałoby aresztować i bić 3 dni kijem bambusowym.
Nie wiem czy pisać o”Nachos”, które kiedyś usiłowałem tam zjeść. Obawiam się, że zbyt szczegółowy opis może spowodować, że ludzie przestaną to czytać. Może krótko: mam wrażenie, że kupili oni te “Nachos” 3 lata temu w Biedronce jako gotowe danie i na szybko rozmrozili je w mikrofalówce. Myślę, że trudno znależć w Warszawie budkę uliczną gdzie dostanie się coś podobnej jakości.
O “steakach” w Pink Flamingo pisał nie będę, bo po prostu nie umiem. A wynalazek pt. Wyoming Cowboy Steak obawiam się, że jest podawany wyłącznie w Pink Flamingo. Już pomijając jego “jakość” - w życiu w prawdziwych steakhousach byłem ok. 700 razy i nigdy z takim wynalazkiem się nie spotkałem. Steaki można robić z określonych ściśle miejsc w wole - wszystkie one są zidentyfikowanie i nazwane i innych nie ma (Filet Mignon, Porterhouse, Prime Rib, New York, Sirloin, Rib Eye, etc). Okazuje się, że nie dla wszystkich. Może zresztą niepotrzebnie się czepiam - oni może jakiegoś odkrycia kulinarnego na skalę światową dokonali.
Łącznie w Pink Flamingo byłem z 5-6 razy. Sado-maso? Nie, po prostu to Park Szczęśliwicki i w żadnej okolicznej knajpie nie było wolnych miejsc.
Miejsce nadające się wyłącznie na piwo.
Ale… i tu zaczyna mną trochę trząść. Ludzie myślą, że to KUCHNIA AMERYKAŃSKA. Otóż oświadczam, że Pink Flamingo ma tyle wspólnego z kuchnia amerykańską, co ja z bombardowaniami Drezna w czasie II wojny światowej.
Amerykańska Ambasada powinna coś z tym zrobić, bo to ich naprawdę ośmiesza. Nie wiem - ponegocjować, postraszyć, jak nic nie da wysłać Neavy Seals albo Homeland Security. Nie powinni w każdym razie tego tak zostawiać.
ZOBACZ WSZYSTKIE SKOMENTUJ ARTYKUŁ
04 02 2012, 21.31