O autorze

W latach 80. dzialacz podziemnej opozycji, redaktor i wydawca prasy i wydawnictw drugiego obiegu. Laureat Nagrody im
Po Prostu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W latach 1989-95 w USA, redaktor w prasie polonijnej oraz manager w agencji
marketingowej. Po powrocie do Polski m.in. dyrektor sprzedazy RMF FM, zalozyciel firmy szkoleniowej Midwest ITSE oraz agencji public relations MMT
Managment, która aktualnie kieruje. Od 2005 roku ekspert ds. mediów i komunikacji i Czlonek Zarzadu Centrum im. Adama Smitha.

Ponad 6 lat temu zakończyłem karierę jako trener. Okazuje się, że chyba słusznie…

Ponad 6 lat temu przestałem szkolić ludzi. Powód: lenistwo i brak pasji. Jednym z ostatnich zleceń jakie wykonałem był spicz motywacyjny do grupy ponad 200 managerów międzynarodowej firmy, na rozpoczęcie dużego projektu szkoleniowego, który realizowała tam moja firma.

Ekskluzywny hotel w centrum Warszawy, wykwintny bufet, Prezes firmy i moja motywacyjna mowa.

Kilka dni temu spotkałem jednego z uczestników tego spotkania. Człowiek mnie prawie wyściskał:

- Pamiętam ten kick-off - powiedział. - Mówiłeś o zmianach, że nie trzeba się bać, że zmiany są nieuniknione, że trzeba je postrzegać jako szanse… Ale najbardziej utkwiła mi w pamięci opowieść o żabie, że jak się ją w rzuci do wrzątku to wyskoczy, a jak się ją będzie powoli podgrzewało - to się ugotuje… I wiesz co? Jak to usłyszałem, to tydzień później postanowiłem zwolnić się z tego syfu i założyć własną firmę…

No cóż… Niezły ze mnie “motywator”. Chyba słusznie postąpiłem przed laty.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 11.Marca 2010

Wśród kanonów wiary europejskiej poczesne miejsce zajmują “kryteria wejścia do strefy Euro”. Jest to euro-dogmat, z którym się nie dyskutuje. Nad “kryteriami” z troską pochylają się Premier, Minister, Posłowie, Ekonomiści, Media i Wszyscy Święci.

Wystarczy otworzyć telewizor, żeby ujrzeć zatroskaną minę Wybitnego Autorytetu rozprawiającego z powagą, kiedy to my nieszczęśni “spełnimy kryteria”, żeby łaskawie wpuszczono nas do strefy Euro. Trwają nawet zawzięte spory czy będziemy gotowi za 3, 5 czy 7 lat dostąpić tego zaszczytu…

Osoba, która się tym nie interesuje ma wrażenie, że jesteśmy jakimiś burakami, którzy muszą się “bardziej starać”, aby dostać się do tego ekskluzywnego salonu.

Jak mawiał Lord Kelvin “jeżeli nie jesteś w stanie wyrazić czegoś za pomocą cyfr, nie jesteś w stanie powiedzieć o tym nic istotnego”.

Zatem jak wyglądają cyfry?

Nie trzeba być ekonomistą, żeby wiedzieć, że aktualnie 7 na 12 państw strefy Euro nie spełnia kryterium długu (nie więcej niż 60%). Z kryterium deficytu jest nieco lepiej wyłącznie dzięki machlojkom księgowym typu Enron - księgowanie aktywów wchodzących do systemów emerytalnych jako bieżący przychód, ale nie księgowanie związanych z nim zobowiązań emerytalnych! Ale nawet nawet dzięki takim numerom z puli wypadają Grecja i Hiszpania! Itd.Itp.

W tej sytuacji jacyś lalusie z EBC i z Brukseli, publicznie i strasznie sieriożnie udzielają nam rad i porad, pouczają, dają wskazówki,a my… A my tłumaczymy się i obiecujemy, że będziemy się “bardziej starać”…

Lista tych “bardziej starających” jest długa i aż wstyd ją cytować. Pytanie brzmi dlaczego publicznie nie wstydzą się uczestniczyć w tym marnym cyrku, coraz bardziej przypominającym czasy sowieckie, z jego podwójną rzeczywistością, podwójnym językiem, “dwójmyśleniem”.

W Polsce z Euro próbowano (nie, dalej się próbuje) robić Bożka. To dogmat, z którym dyskutują wyłącznie “oszołomi”. Niepokalane poczęcie, przy którym nawet najprostsze wątpliwości mają znamiona bluźnierstwa. Poza nielicznymi wszyscy decydują się na udział w tym pogańskim obrzędzie.

Dominująca grupa potrafiła narzucić publicznie szereg memów o charakterze sakralnym i ta komunikacja jest tak skuteczna, że mało kto odważa się ją kwestionować. Do niedawna, nawet pytanie czy rzeczywiście Polska powinna tak usilnie dążyć do Euro, stygmatyzowało człowieka jako “oszołoma” i stawiało poza nawiasem cywilizowanych ludzi.

Teraz się sytuacja powoli zmienia - matematyka, najgorszy wróg lewaków, znowu daje znać o sobie i te cyfry są na tyle nieprzyjemne, że poza przypadkami zupełnie już medycznymi, oszołomskie wątpliwości wobec Dzieciątka Euro, są już chociaż tolerowane…

Matematyka - oto słowo przed którym drżą tyrani. Okazuje się, że nawet wieloletnia, zmasowana propaganda i nagonka są wobec niej bezsilne. W sumie to optymistyczne.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 22.Lutego 2010

Po wybuchu afery hazardowej i rozpadzie “drużyny chłopaków z boiska” premier Donald Tusk znalazł się w trudnej sytuacji. Kandydowanie na Prezydenta groziło trwałą marginalizacją, rezygnacja z kandydowania grozi poważnymi konsekwencjami wizerunkowymi. Premier wybrał to drugie rozwiązanie.

Nad konsekwencjami politycznymi wycofania się Donalda Tuska z wyścigu o fotel Prezydenta - niech rozprawiają politycy i analitycy polityczni. Ja zajmę się kwestiami komunikacyjnymi i wizerunkowymi tej decyzji, zarówno dla Premiera, jak i samej PO.

Bowiem ta racjonalna - z punktu widzenia Donalda Tuska - decyzja, może mieć bardzo poważne konsekwencje wizerunkowe. Przygotowana na tą okoliczność opowieść Premiera o wyborze miejsca gdzie jest realna władza - może być mało przekonywująca dla przeciętnego wyborcy. Po pierwsze - stratedzy PO, zdaje się, przeceniają wiedzę i zainteresowanie przeciętnego Polaka na temat na temat uprawnień konstytucyjnych Premiera i Prezydenta; po drugie - większość Polaków uważa, że najważniejszą osoba w Państwie jest Prezydent. Zatem decyzja Premiera może być całkowicie zrozumiała dla “Polski politycznej” (czyli 10-20% wyborców) i całkowicie niezrozumiała dla “Polski niepolitycznej” (80-90%). Tym bardziej, że w powszechnym odbiorze Premier jednak prowadził już kampanię prezydencką, czy też - jak wolą niektórzy - prowadziły ją media. Nieważne. Percepcja publiczna jest taka, że kampania była.

Komunikacja to wojna na percepcje. Czy story Premiera przebije się do wyborców i osadzi się w ich umysłach? Nie wiem, ale wątpię. Dużo zależy od postawy konkurencji i mediów. Trudno dzisiaj powiedzieć czy opozycja będzie zdolna wytworzyć atrakcyjny i zrozumiały komunikat, który znaczna część wyborców kupi. Nie sposób również przewidzieć co powie “sumienie ludu”, “zbiorowa mądrość” - czyli co na ten temat będzie myślała większość “przeciętnych” Kowalskich. Dzisiaj nikt na te pytania nie odpowie, ale jeśli zostanie to uznane za ucieczkę, uchylenie się, niezdecydowanie - może mieć katastrofalne skutki wizerunkowe i wyborcze.

Jak pokazuje historia - wyborcy nie lubią hamletyzujących przywódców i srogo ich każe. Ross Perot był liderem sondaży wyborczych w wyścigu po fotel Prezydenta USA. Rezygnacja z ubiegania się o ten urząd i późniejszy powrót - nie przywróciły mu miejsca w sondażach - przeciwnie, wypchnęły go do strefy niewybieralnej.

Co będzie? Przekonamy się ASAP. Niewątpliwie jednak PO znalazła się w poważnym kryzysie komunikacyjnym i jeśli uda się jej z niego wybrnąć suchą lub tylko lekko zmoczoną stopą - to będzie miała dużo szczęścia.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 28.Stycznia 2010

Komunikacja: Teraz Facebook

Środowisko reklamowo-marketingowe musi mieć jakiegoś bożka. Pomijając już nieustanie ogłaszane rewolucje metod i narzędzi, ostatnio bożkowie zaczynają być personalizowani. Kilka miesięcy temu miało już nic nie być w komunikacji oprócz Twittera. Dzisiaj ma nic już innego nie być oprócz Facebooka.

Kilka miesięcy temu wyśmiewałem się w tym miejscu z amoku w środowisku na temat Twittera. Sceptycznie oceniając jego perspektywy i właściwie wysyłając po doraźną pomoc medyczną wszystkich tych, którzy ogłosili w zasadzie, że oprócz Twittera nic już nie będzie. Ale nawet ja nie przypuszczałem, że jego gwiazda w Polsce tak szybko przygaśnie. Cisza. Jeszcze nie pogrzeb, ale cisza kompletna. Nikt o Twitterze już nie pisze, a sam Twitter nie zastąpił kina, telewizji i w ogóle wszystkiego. Ludzie nadal też ze sobą rozmawiają, a nie twitują. Niektórzy prawie prognozowali, że będzie inaczej. Nieprawda. Byłem dzisiaj w kawiarni. Rozmawiali, nie twitowali. Widziałem.

No to teraz czas na nowego bożka: Facebook. W Warszawie zaprzyjaźniona skądinąd z nami firma zorganizowała meeting z jednym z szefów Facebooka i widzę, że zaczęło się to samo co parę miesięcy temu z Twitterem. Nic już nie będzie poza Facebookiem. Najlepsza w tej sytuacji jest szklanka zimnej wody i długi spacer.

Oczywiście mam zupełnie inny stosunek do Facebooka niż Twittera, jestem jego aktywnym użytkownikiem. Uważam, że koncept i realizacja jest absolutnie genialna i jest już JEDNYM Z WIELU potężnych mediów i takim pozostanie. Doceniam też wysiłek organizatorów spotkania, jego merytoryczną zawartość i sensowność. Ale na litość boską - jest nadal (i pozostanie) tylko jednym z wielu kanałów komunikacyjnych, który w dodatku do wielu produktów w ogóle się nie nadaje. Wmawiając sobie i Klientom różnego rodzaju rojenia (powszechne teraz - wystarczy poczytać blogi) traci się wiarygodność.

Uprzejmie zatem informuje wyznawców, że tak samo jak jutro nastanie dzień, tak samo będą inne media poza Facebookiem, którego - jak wspominałem - bardzo lubię. A Facebook… będzie jednym z narzędzi pasujących do jednego produktu, a do innego wcale nie. Oczywiście tak długo dopóki jakiś młodzieniec w jakiś garażyku czegoś bardziej smart nie wymyśli.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 12.Stycznia 2010

Komunikacja: Religia Innowacja

Ludzie jednak nie mogą bez sacrum. Jak przestają wierzyć w Boga to zaczynają w inne rzeczy: ekologia, globalne ocieplenie, Unia Europejska, Euro, no i INNOWACYJNOŚĆ. Wszystkie pojęcia to dla wyznawców “oczywista oczywistość” i nawet zadawanie prostych pytań traktowane jest jak bluźnierstwo.

W co trzecim tekście o biznesie natykam się na słowo INNOWACYJNOŚĆ, a ściślej na utyskiwania, że polskie firmy “nie są innowacyjne”. Często te słowo-klucz pojawia się nawet w prywatnych rozmowach. Na pytanie co to znaczy - jego wyznawcy patrzą na pytającego takim wzrokiem, jakby co najmniej bąka w salonie puścił.

Prym wiedzie Unia Europejska, która powinna chyba powinna zmienić nazwę na “Innowacyjna Unia Europejska” lub ewentualnie “Unia Europejska Innowacyjna”. W zasadzie żaden wniosek grantowy nie przejdzie jeśli “nie jest innowacyjny”. Prof. Blikle mówił mi kiedyś, że wytknięto mu brak “innowacyjności” we wniosku dla jego biznesu cukierniczego, który jak wiadomo oparty jest na tradycyjnych recepturach… Powinien chyba np. proszek IXI zacząć dodawać do pączków, wówczas byłoby innowacyjnie…

Gdyby te tysiące dofinansowań “innowacyjnych” projektów UE wyszło choćby w 10%, to już dawno “Strategia Lizbońska” zostałaby zrealizowana, a my Europejczycy, zamiast się zwyczajnie przemieszczać - byśmy się wyłącznie “innowacyjnie” teleportowali.

Słuchałem kiedyś wystąpienia jakiejś bardzo mądrej Pani Profesor, z którego wynikało, że polskie firmy bardzo dobrze radzą sobie po wejściu do UE. Wszystkie cyfry były bardzo miłe dla oka. Generalnie jesteśmy bardzo smart - pomyślałem sobie. Na koniec wystąpienia jednak Pani Profesor uznała, że nie jest tak dobrze, jak wynika to z liczb. Dlaczego? Bo polskie firmy “nie są innowacyjne” (tu już żadnych liczb nie było, tylko coraz bardziej mętna ideologia, a właściwie religia chyba).

Ludzie jednak chyba nie mogą bez sacrum. Jak przestają wierzyć w Boga to zaczynają w inne rzeczy: ekologia, globalne ocieplenie, Unia Europejska, Euro, innowacyjność… Wszystkie pojęcia to dla wyznawców “oczywista oczywistość” i nawet zadawanie prostych pytań traktowane jest jak bluźnierstwo.

Jak polscy przedsiębiorcy zachowują się skrzętnie i racjonalnie - czyli nie mając wielkich kapitałów, konkurują na zachodnich rynkach swoimi MOCNYMI STRONAMI, a więc na ogół ceną i elastycznością - to źle. Niech ich firmy przegrywają, bankrutują, mają straty tylko niech będą INNOWACYJNE. IN-NO-WA-CY-JNE. I.N.N.O.W.A.C.Y.J.N.E.

Wówczas elita będzie zadowolona. Ponadto gdyby te wszystkie firmy “innowacyjność” przygięła do ziemi, mogły by one stać się tłustymi Klientami systemu politycznego.

Kwestię, co się stanie na tym padole łez, jak wszystko będzie “innowacyjne”, przez co automatycznie przestanie być “innowacyjne”, litościwie pomijam.

KOMENTARZE (1)
ZOBACZ WSZYSTKIE SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Tak, prawdopodobnie tak jest online
19 05 2010, 18.47
Autor: Cezary Kaźmierczak | 27.Grudnia 2009