Polityka: Najdziwniejsze wybory świata
Nasza wspaniała Konstytucja, znów daje znać o sobie. Zdaje się mamy do czynienia z kampanią, której nikt (z tych dwóch kandydatów, co mają realne szanse) tak naprawdę nie chce wygrać…
To, że kampania Kaczyński-Komorowski 2010 będzie bardzo ciekawa, również z “technologicznego” punktu widzenia - to była “oczywista oczywistość”. Nikt chyba jednak nie spodziewał się, że będzie aż TAK ciekawa. Bowiem nasza wspaniała Konstytucja, znów przypomniała o sobie. Zdaje się mamy do czynienia z kampanią, której nikt (z tych dwóch kandydatów, co mają realne szanse) tak naprawdę nie chce wygrać…
Wyobrażam sobie brief, który leży przed strategami obydwu kandydatów: przegrać minimalnie w drugiej turze! To gigantyczne wyzwanie komunikacyjne. Do tego stopnia, że nie wiem nawet czy Karl Rove lub Dick Morris odważyliby podjąć się tego zuchwałego zadania.
Dlaczego tak sądzę? Dlatego, że nawet pobieżna analiza systemowa, czarno na białym wskazuje, że zwycięstwo “nie opłaca” się ani Platformie, ani PIS-owi, gdyż radykalnie zmniejsza ich szanse w wyborach parlamentarnych 2011. Można się zżymać na słowa Donalda Tuska - ale powiedział prawdę: bardziej realna władza jest w Kancelarii Premiera.
Oczywiście Bronisław Komorowski bardzo chciałby wygrać, zapewne. Tyle tylko, że on, jako polityk “bez wojska”, nie będzie decydował o swojej kampanii. Będzie decydowała Partia. A partii jego zwycięstwo nie jest na rękę. Po jego zwycięstwie partia stanęłaby pod pręgierzem i musiałaby znaleźć przekonywujące wytłumaczenie, którego znaleźć się nie da: skoro nie ma już “Wielkiego Hamulcowego” i ogólnie “kaczyzm” został pokonany - to gdzie te “przyjazne państwo” i 100 innych obietnic składanych przez PO, których wcześniej nie można było realizować z tego powodu, że opozycja “blokuje” wspaniałe projekty PO w Pałacu Prezydenckim, w związku z czym PO nawet ich nie zamierza tam wnosić, bo na pewno opozycja “zablokuje”.
Jeśli Komorowski wygra wybory - ten wspaniały tytuł stanie się nieważny, opinia publiczna może dokonać linczu i wynik wyborów parlamentarnych 2011 znajdzie się pod wielkim znakiem zapytania. Również z powodu, iż wątpliwe jest, żeby Polacy (po ponad roku CAŁKOWICIE samodzielnych rządów PO) zechcieli przedłużyć tenże monopol.
Pozycja PIS-u w tej układance jest odwrotna - Platforma nadal będzie miała opowieść, dlaczego nic nie zrobiła plus dodatkowo Jarosław Kaczyński straci raczej kontrolę nad partią, która nie wiadomo czy bez jego przywództwa przetrwa. W wypadku zwycięstwa w wyborach prezydenckich - szanse PIS w wyborach parlamentarnych radykalnie się minimalizują.
Oczywiście te układanki mają sens w sytuacji, w której politycy są przekonani, że wybory wygrywa się NIE DOBRYM RZĄDZENIEM, tylko strategiczną grą pozycyjną. Nie wierzę, że polscy politycy w realniej perspektywie uznają, że dobre rządzenie to najlepszy patent na wygranie wyborów, niestety. Będą więc wojenki pozycyjne.
I cóż tu zrobić z tym strasznym briefem: przegrać wybory w II turze, niewielka różnicą głosów? Oto jest kluczowe pytanie. Samo podburzanie różnych pantofelków na Facebooku do zakładania grup przeciwko sobie może nie wystarczyć. Zresztą Platforma już ta strategię zaczęła realizować. W celu demobilizacji swojego elektoratu od dwóch dni niektórzy politycy PO głoszą tezę o wygranej ich kandydata w I turze…
SKOMENTUJ ARTYKUŁ