Poza Programem: “Kryteria” niepokalanie poczęte
Wśród kanonów wiary europejskiej poczesne miejsce zajmują “kryteria wejścia do strefy Euro”. Jest to euro-dogmat, z którym się nie dyskutuje. Nad “kryteriami” z troską pochylają się Premier, Minister, Posłowie, Ekonomiści, Media i Wszyscy Święci.
Wystarczy otworzyć telewizor, żeby ujrzeć zatroskaną minę Wybitnego Autorytetu rozprawiającego z powagą, kiedy to my nieszczęśni “spełnimy kryteria”, żeby łaskawie wpuszczono nas do strefy Euro. Trwają nawet zawzięte spory czy będziemy gotowi za 3, 5 czy 7 lat dostąpić tego zaszczytu…
Osoba, która się tym nie interesuje ma wrażenie, że jesteśmy jakimiś burakami, którzy muszą się “bardziej starać”, aby dostać się do tego ekskluzywnego salonu.
Jak mawiał Lord Kelvin “jeżeli nie jesteś w stanie wyrazić czegoś za pomocą cyfr, nie jesteś w stanie powiedzieć o tym nic istotnego”.
Zatem jak wyglądają cyfry?
Nie trzeba być ekonomistą, żeby wiedzieć, że aktualnie 7 na 12 państw strefy Euro nie spełnia kryterium długu (nie więcej niż 60%). Z kryterium deficytu jest nieco lepiej wyłącznie dzięki machlojkom księgowym typu Enron - księgowanie aktywów wchodzących do systemów emerytalnych jako bieżący przychód, ale nie księgowanie związanych z nim zobowiązań emerytalnych! Ale nawet nawet dzięki takim numerom z puli wypadają Grecja i Hiszpania! Itd.Itp.
W tej sytuacji jacyś lalusie z EBC i z Brukseli, publicznie i strasznie sieriożnie udzielają nam rad i porad, pouczają, dają wskazówki,a my… A my tłumaczymy się i obiecujemy, że będziemy się “bardziej starać”…
Lista tych “bardziej starających” jest długa i aż wstyd ją cytować. Pytanie brzmi dlaczego publicznie nie wstydzą się uczestniczyć w tym marnym cyrku, coraz bardziej przypominającym czasy sowieckie, z jego podwójną rzeczywistością, podwójnym językiem, “dwójmyśleniem”.
W Polsce z Euro próbowano (nie, dalej się próbuje) robić Bożka. To dogmat, z którym dyskutują wyłącznie “oszołomi”. Niepokalane poczęcie, przy którym nawet najprostsze wątpliwości mają znamiona bluźnierstwa. Poza nielicznymi wszyscy decydują się na udział w tym pogańskim obrzędzie.
Dominująca grupa potrafiła narzucić publicznie szereg memów o charakterze sakralnym i ta komunikacja jest tak skuteczna, że mało kto odważa się ją kwestionować. Do niedawna, nawet pytanie czy rzeczywiście Polska powinna tak usilnie dążyć do Euro, stygmatyzowało człowieka jako “oszołoma” i stawiało poza nawiasem cywilizowanych ludzi.
Teraz się sytuacja powoli zmienia - matematyka, najgorszy wróg lewaków, znowu daje znać o sobie i te cyfry są na tyle nieprzyjemne, że poza przypadkami zupełnie już medycznymi, oszołomskie wątpliwości wobec Dzieciątka Euro, są już chociaż tolerowane…
Matematyka - oto słowo przed którym drżą tyrani. Okazuje się, że nawet wieloletnia, zmasowana propaganda i nagonka są wobec niej bezsilne. W sumie to optymistyczne.
SKOMENTUJ ARTYKUŁ