O autorze

Robiłem w życiu różne rzeczy: konspirowałem przeciw komunistom, byłem dziennikarzem, managerem, przedsiębiorcą...
Mieszkałem w kilku krajach, najdłużej 7 lat w USA; w 1996 wróciłem do Polski, gdzie również robię sporo różnych rzeczy, m.in. piszę tego bloga...
Poglądy, myśli i myślątka zawarte w tym blogu są tylko i wyłącznie moimi prywatnymi poglądami i w żadnym stopniu nie odzwierciedlają stanowiska firm i instytucji z którymi jestem związany.

Adresy pod adresem amerykańskiego rządu w sprawie Romana Polańskiego formułowane przez europejskich twórców dobitnie wskazują, że nie rozumieją oni otaczającej ich rzeczywistości. Rząd amerykański w sprawie Polańskiego nic nie może.

Nie wiem czy Roman Polański jest winny czy nie, ale dyskusje na ten temat budzą rozbawienie, wśród osób znających - choćby elementarnie - realia panujące w USA. Listy artystów, apele to Prezydenta, żeby coś zrobił, Sarkozy ma się włączyć… Sikorski Radosław… Otóż, czy się komuś to podoba czy nie, żaden z tych Panów nic w tej sprawie nie będzie mógł zrobić. Nawet idol europejskiej lewicy, Barack Obama - szybciej uderzy zbrojnie na Kanadę niż rozpocznie naciski na sędziego z Kalifornii.

Bowiem dla amerykańskich sądów nie ma specjalnie znaczenia czy podejrzany “wielkim poetą jest” czy “prostym robotnikiem, gdzie aż czarno od kurzu i mioteł”. Przekonał się o tym pewien francuski gwiazdor, który uważał, że jako gwiazdorowi mu “więcej wolno” i zaczął sobie palić na pokładzie samolotu (aresztowanie, wyrok, protesty “wybitnych” francuskich intelektualistów przeciwko barbarzyństwu amerykańskiemu, przecież “wielkim gwiazdorem jest”). Przekonał się również Tony Blair, który w rządowym amerykańskim samolocie postanowił sobie uciąć pogawędkę z królową przez komórkę, na uwagę pilota, żeby przestał, odpowiedział: “Człowieku! Rozmawiam z K -R-Ó-L-O-W-Ą!!! z K -R-Ó-L-O-W-Ą!!!”. - Nie interesuje mnie z kim rozmawiasz - odpowiedział Pilot. - Ty masz swoją robotę, ja swoją. Albo to wyłączysz, albo zatrzymuje samolot i Cię wysadzę. Wściekły Blair się posłuchał.

Podobnie będzie z Polańskim; taryfy ulgowej nie będzie, z tego tytułu, że jest znanym reżyserem filmowym. Miał pecha. W Europie pewnie w ogóle nie byłoby żadnego problemu - wystarczyłby telefon tego czy innego ministra, albo premiera i byłoby po sprawie… W USA tak niestety nie jest. Zresztą jedną z gorszych dla niego rzeczy w całej tej historii jest fakt, że uciekł z USA. Sędziowie amerykańscy traktują to jako obrazę sądu i mają bardzo surowe podejście do tego typu zachowań.

Żeby było jasne - mimo, że nie jestem jakimś szczególnym fanem jego twórczości - nie życzę mu, żeby go zamknęli na kilkanaście lat do więzienia, co niestety może się zdarzyć, gdyż ciąży na nim zarzut użycia przemocy, a polityka karna większości stanów streszcza się w prostych słowach: “przestępstwo z użyciem przemocy - więzienie; przestępstwa bez użycia przemocy (tzw. białe kołnierzyki) - pieniądze, ile ma”.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 28.Września 2009

Może się tak stać, że operacja się uda, ale pacjent nie przeżyje. Menedżerowie często konfrontują marzenia, a nie realną rzeczywistość i wierzą, że uda im się to, co nie udało wielu przed nimi.

Za kilka dni znika “Dziennik” i “Gazeta Prawna”… Ma pojawić się “Dziennik Gazeta Prawna”. Życzę sukcesu, ale weń nie wierzę. Pomijając już nawet mało sprzyjającą pogodę dla prasy i brak nadziei na przejaśnienie, nie wierzę w sukces tego projektu, gdyż łamie on “odwieczne” prawa marketingu.

Pierwsze złamane: nie da się połączyć różnych grup docelowych, choćby każda z nich dostawała, to co wcześniej i jeszcze nawet coś extra. Przykład “Polska The Times”, jest tu najlepszym dowodem. Czytelnicy dostali to co dostawali wcześniej - wieści z miasta - a extra dostali jeszcze wieści z kraju i ze świata. Nie chcieli “extra”.

Drugie złamane: siła marki jest odwrotnie proporcjonalna do jej rozpiętości (Al Ries). Rozszerzenie pisma dla średniego managementu, księgowych i prawników - o wąsko zdefiniowanych kompetencjach, dobrze odbieranego i w zasadzie jedynego broniącego się na kryzysowym rynku, o nowe obszary kompetencyjne, doprowadzi do “rozrzedzenia” wizerunku pisząc delikatnie, a bardziej bezpośrednio - do nijakości.

Trzecie złamane: z dwóch małych słoni wcale nie musi powstać duży słoń i najczęściej nie powstaje. Dotychczasowy model budowy nowej gazety, pokazuje, że nie mamy do czynienia z “przejęciem” (gdzie jedni w jednoznaczny sposób przejmują drugich) a z “połączeniem”, czyli serią kompromisów, z których nikt nie jest zadowolony, z Czytelnikami na czele.

Choć, jak wspomniałem, dobrze życzę nowej gazecie, to obawiam się, że, choć “operacja się uda - pacjent może nie przeżyć”… wskutek utraty wąskiej, jednoznacznej percepcji i zachwiania wizerunku.

Na horyzoncie jawi się szansa dla “Rzepy”, o ile wzmocni swoje żółte i zielone strony.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 10.Września 2009