O autorze

Robiłem w życiu różne rzeczy: konspirowałem przeciw komunistom, byłem dziennikarzem, managerem, przedsiębiorcą...
Mieszkałem w kilku krajach, najdłużej 7 lat w USA; w 1996 wróciłem do Polski, gdzie również robię sporo różnych rzeczy, m.in. piszę tego bloga...
Poglądy, myśli i myślątka zawarte w tym blogu są tylko i wyłącznie moimi prywatnymi poglądami i w żadnym stopniu nie odzwierciedlają stanowiska firm i instytucji z którymi jestem związany.

Poza Programem: Dozwolone od lat 18…

Nie ma skuteczniejszej metody zachęcenia 16-latka do picia wódki czy palenia papierosów, niż powtarzać mu, że jest to dozwolone od 18 roku życia.

Nie jestem przeciwnikiem reklamy alkoholu czy papierosów, szczególnie w pismach dla dorosłych. W końcu są to legalne produkty. Sytuacja, w której nie można reklamować Jacka Danielsa czy Absoluta w Playboyu, Polityce albo Wprost, jest absurdalna. Politycy traktują obywateli jak osobników specjalnej troski, którzy bez ich zakazów i nakazów, na pewno zrobią sobie krzywdę.

Tymczasem to chyba politycy są raczej osobnikami wymagającymi specjalnej troski. Świadczą o tym powracające jak bumerang kampanię przemysłu tytoniowego i spirytusowego na rzecz nie spożywania alkoholu przed 18 rokiem życia bądź nie palenia papierosów.

Nie zdziwiłbym się gdyby tego typu kampanie były finansowane ze środków publicznych - polskich czy europejskich. Chociaż zapewne nie ma takiej potrzeby. Producenci bardzo chętnie wyłożą na tego typu działania dowolne środki. Dlaczego? Dlatego, że nie ma bardziej skutecznej metody do zachęcenia 16-latka do sięgnięcia po wódkę czy papierosa, niż powtarzanie mu, że jest to “dozwolone od 18 lat”.

Kto w wieku 15 czy 16 lat nie spogląda tęsknie w kierunku starszych kolegów, którzy przekroczyli ową magiczną “osiemnastkę”? Jaki jest lepszy sposób zademonstrowania swojej dorosłości przez szesnastolatka niż włożenie sobie w rękę browara i papierosa w usta?

O ile działania producentów mnie nie dziwią (choć nie uważam, że business is business i wszystko wolno) to politycy i urzędnicy, którzy z jednej strony wprowadzają absurdalne zakazy, a z drugiej popierają najbardziej skuteczne działania na rzecz picia alkoholu i palenia papierosów przez nieletnich, to rozpacz. Nie w tej jednej sprawie, niestety.

Jestem gotów założyć się o każde pieniądze, że istnieje ścisła korelacja pomiędzy natężeniem działań pt. “dozwolone od lat 18″ a ilością małolatów, którzy sięgają po niewskazane dla nich używki.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 23.Sierpnia 2009

Poza Programem: Potęga memów

Biurokracja górą. Jak zwykle - zamiast rozmowy o zarzutach, że np. żołnierze muszą sami sobie kamizelki kuloodporne kupować - mamy dyskusję o “cywilnej kontroli nad armią”. Kontroli, której nikt nie kwestionuje.

Gdybym nie wiedział “jak to się robi” zapewne przyłączyłbym się do jakiejś grupy wyznawców spiskowej teorii rozwoju ludzkości.

Oto znękany przez biurokrację generał, publicznie jej rządy skrytykował, stawiając konkretne zarzuty. Zarzuty dotyczyły konkretnych spraw odnośnie uzbrojenia wojska i metod procedowania wojskowej biurokracji, która “pilne potrzeby operacyjne” wojska Najjaśniejszej - załatwia w ekspresowym tempie 12 miesięcy.

Wróg w tym czasie - nie rozumiejąc zapewne konieczności dziejowej “przestrzegania najwyższych standardów przez MON”, cham ciemny, strzela sobie w najlepsze, za nic mając “procedury”. Jeśli żołnierz Rzeczpospolitej jadąc na wojnę, musi sobie sam kamizelkę kuloodporną kupować (to nie żart, ujawniła to wdowa po poległym żołnierzu), to w ogóle nie dziwi mnie, że generałowi puściły nerwy. Wygląda na to, że sytuacja była dla niego do tego stopnia niekomfortowa, że z pełną świadomością konsekwencji, postanowił zakończyć swoją karierę wojskową.

Co tymczasem mamy w mediach? Dyskusję o konkretnych zarzutach gen. Skrzypczaka? Odpowiedzi na te zarzuty? Argumentom generała przeciwstawiono inne argumenty? NIE. Mamy dyskusję o “cywilnej kontroli nad armią”. Po odpowiedniej detonacji tematu w “matce wszystkich mediów” (TVN 24) - mem “cywilna kontrola” natychmiast zawirusował całą debatę publiczną. Już wszyscy zapomnieli o czym mówił gen. Skrzypczak. Mem “cywilna kontrola” całkowicie przykrył sprawę, że żołnierze muszą sobie sami naboje kupować… Klasyczny przykład skutecznego zastosowania taktyki “a u was biją murzynów!”

Czy generał powiedział choćby jedno słowo przeciw tejże kontroli? Czy sugerował cokolwiek w tej kwestii? Czy czymkolwiek groził? NIE. A tymczasem w co bardziej krewkich (a bezmyślnych) mediach zaczęło się pojawiać nawet słowo “bunt”!

Wygląda więc, że niestety, ofiara generała była nadaremna. Niewygodną dyskusję przykryto budzącym grozę memem “kontrola cywilna”, który opanował całą przestrzeń publiczną. Któż w końcu nie boi się dyktatury wojskowej?

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 18.Sierpnia 2009

Twitter nie przetrwa, nie zaspokaja naturalnych potrzeb ludzi i jest tylko chwilową modą…

Trudno doprawdy otworzyć gazetę lub Internet, żeby nie natknąć się na “coś” o Twitterze. Część marketerów - ewidentnie straciła zdrowy rozsądek: nic już nie będzie. Jak u Kononowicza. Tylko “tweety”…

Jak rozmawiam z ludźmi z sektora scricte internetowego odnoszę wrażenie, iż czują się oni, jak odkrywcy terytoriów dotychczas nieznanych, lądów nieodkrytych, gór niezdobytych… Mają w sobie tą cudowną moc i wiarę, którą daje wyłącznie poczucie stąpania tam, gdzie jeszcze nikt nie stąpał…

Niestety, tak nie jest. Przynajmniej odtąd człowiek po raz pierwszy wytłoczył wino z winogron :) Wszystko to już było. Internet i jego narzędzia SĄ TYLKO NOWYMI NARZĘDZIAMI ZASPOKAJANIA STARYCH POTRZEB. W jaskiniach ludzie też mieli potrzebę komunikowania się między sobą i w tej materii nic się nie zmieniło. Na przestrzeni wieków zmieniały się jedynie narzędzia za pomocą których, ta potrzeba była zaspokajana.

Dlatego nie wierzę w żadne nowe potrzeby ludzi, które wcześniej nie istniały, a które rzekomo Internet ma wykreować.

Taką nową potrzebą jest Twitter. Oczywiście, za “stary już jestem, żeby w dzisiejszych czasach coś mniemać, albo i nie mniemać”, jak mawiał Gombrowicz, ale gotów jestem jednak położyć dolary przeciw pestkom, że Twitter przegra na rynku. Przyglądaliśmy się temu narzędziu przez parę miesięcy w agencji i wniosek jest jeden: nie zaspokaja on żadnej trwałej potrzeby ludzkiej.

Ludzie bowiem nie mieli i nie mają zwyczaju oraz potrzeby informować się w szerszym gronie o swoim każdym kroku, nie porozumiewają się za pomocą wyrwanych z kontekstu burknięć (znaczna część tweetów je przypomina) i nie chcą być w nieustannym kontakcie. Akcje na Twitterze są po prostu nienaturalne, a wszystko to co nienaturalne - przynajmniej dotąd - w internecie przegrywało. Dlatego myślę, że Twitter przepadnie i w nieodległym czasie pozostaną na nim przypadki raczej medyczne. Natura ludzka jest silniejsza od najsilniejszej propagandy.

KOMENTARZE (1)
ZOBACZ WSZYSTKIE SKOMENTUJ ARTYKUŁ
A kto powiedział, że twitter kreuje nowe potrzeby?
Czasy kreowania potrzeb przez działania marketingowe już minęły jakiś czas temu. Od jakiś 40 lat żyjemy w erze zaspokajania potrzeb. Ale te potrzeby są różne i w różny sposób można je zaspokajać. Twitter niewątpliwie jest jedną z platform służących do zaspokojenia potrzeby komunikowania się. Jak długo przetrwa? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że jego siłą również jest stream i szybkość pojawiania się nowych informacji - jak w rozmowach podsłuchiwanych na ulicy... Rożnica taka, że możemy do rozmów, które nam uciekły wrócić, przeszukać itd. Kolejna siła to ograniczenie długości komunikatu.
Zagrożeniem dla twittera jest facebook - prawie system operacyjny mający również funkcjonalność twittera. Również :)

Gdybym miał ten komentarz napisać na twitterze brzmiałby pewnie tak:
#twitter nic nie kreuje - on zaspokaja gadulstwo, skończy się jak wszyscy zobaczą, że to samo ma #facebook. #socialmedia

___
BrandDoctor
14 11 2009, 22.24
Autor: Cezary Kaźmierczak | 13.Sierpnia 2009

Od kilku dni trwa kanonada z fajerwerkami skierowana w Lecha Kaczyńskiego z tego tytułu, że zamówił profesjonalny monitoring mediów. Ataki nie są bynajmniej z tego powodu, iż uczynił to tak późno.

Od kilku dni trwa kanonada z fajerwerkami skierowana w Lecha Kaczyńskiego z tego tytułu, że zamówił profesjonalny monitoring mediów. Ataki nie są bynajmniej z tego powodu, iż uczynił to tak późno. Zamówienie to przedstawiane jest jako “śledzenie”, “rozrzutność”, “obsesja” itp. itd

Jeżeli mówią to politycy z konkurencyjnej partii - jestem w stanie (z trudem) to zrozumieć. Ponoć dzisiaj w walce politycznej jeńców się już nie bierze. Niemodne.

Natomiast jeśli podobne brednie zaczynają powtarzać dziennikarze to można z tego faktu wyprowadzić wniosek, że część z nich po prostu oszalała. Z nienawiści.

Monitoring mediów w naszym kraju ma zapewne 90% dużych firm. Nawet niewielkie instytucje zamawiają taką usługę - dwie z którymi jestem związany (MMT Management i Centrum im. Adama Smitha) z satysfakcją korzysta z usług poznańskiej firmy Press Service. Nie ma w tym nic ani dziwnego, ani nieobyczajnego, w ogóle nic w tym nie ma. Normalne narzędzie pracy. To samo jakby ktoś zamówił papier do kserokopiarki.

Każda okazja jednak jest dobra, żeby wykazać się antykaczyzmem. Nie jestem za jakąś spec ochroną Prezydenta (kto by nim nie był) przed atakami, ale na litość boską, jeżeli jest za co… Z mojego punktu widzenia - od rana do wieczora - mogę krytykować socjalizujące poglądy Prezydenta. Ktoś inny może za inne rzeczy, które mu - z jakiegokolwiek powodu - się nie podobają.

Ale ataki za to, że zrobił coś, co powinien zrobić już dawno i co jest normalną praktyką, pokazują, że część środowiska dziennikarskiego postanowiła wyłączyć jakiekolwiek myślenie - przynajmniej jeśli chodzi o “kaczyzm” - i głosić rzeczy jaskrawo sprzeczne z elementarnym zdrowym rozsądkiem. Niestety, nienawiść odbiera rozum.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 12.Sierpnia 2009

Poza Programem: Zmiana lidera?

Właśnie opublikowano wyniki oglądalności głównych programów informacyjnych.

Właśnie opublikowano wyniki oglądalności głównych programów informacyjnych. Przewaga Wiadomości TVP w ciągu 3 lat zmniejszyła sie z 4,83 mln (TVP) vs 2.84 mln (TVN) do odpowiednio w lipcu 3,1 mln TVP vs 3,0 mln TVN. To już za dobrze dla TVP nie wygląda. Ciekawe jest przy tym, że w czasie owych 3 lat liczba widzów Faktów, nie powiększyła się znacznie, natomiast liczba widzów TVP znacznie spadła. Jest to oczywiście spowodowane częściowo migracją widzów do kanałów tematycznych, wejściem do walki w tym segmencie Polsatu czy też tabloidyzacją tzw. mainstreamowych telewizji, której to tabloidyzacji część widzów nie chce/nie umie tolerować. Wygląda bowiem na to, że o ile Fakty okopały się i potrafią skutecznie bronić swoich pozycji, a nawet nieznacznie je rozszerzać, to TVP jest bezsilna wobec stałej utraty widowni. Nie chodzi tutaj też o kwestie wizerunkowe - chodź w przypadku tego segmentu nie są one bez znaczenia, ale bardziej o pieniądze. TVP już ma poważne problemy finansowe, a jeśli ten trend się utrzyma może mieć bardzo duże. Wpływy z tytułu reklam znacznie spadną.

Chciałbym przy ty zaznaczyć, że nie uważam, iż TVN ma bardziej zdolnych ludzi, bardziej błyskotliwych reporterów, wydawców czy prowadzących. TVN po prostu działa w innym systemie, MA WŁAŚCICIELA i to jest jednym z głównych kluczy do jej sukcesu.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 04.Sierpnia 2009