O autorze

Robiłem w życiu różne rzeczy: konspirowałem przeciw komunistom, byłem dziennikarzem, managerem, przedsiębiorcą...
Mieszkałem w kilku krajach, najdłużej 7 lat w USA; w 1996 wróciłem do Polski, gdzie również robię sporo różnych rzeczy, m.in. piszę tego bloga...
Poglądy, myśli i myślątka zawarte w tym blogu są tylko i wyłącznie moimi prywatnymi poglądami i w żadnym stopniu nie odzwierciedlają stanowiska firm i instytucji z którymi jestem związany.

Poza Programem: O memach

Przed laty otrzymałem od autora, Mariusza Biedrzyckiego, wówczas początkującego pracownika branży komunikacyjnej, jego książkę pt. “Genetyka kultury”.

Biedrzycki rozpatrywał memy z punktu - powiedzielibyśmy - medycznego. Traktował myślątko, przesąd, pogląd, opinię etc jak swego rodzaju wirus, który gdy się wylęgnie zaczyna się rozprzestrzeniać wśród ludzi i generalnie zapanowanie nad tym jest niemożliwe.Wówczas książka wydała mi się ciekawa - dzisiaj widzę wręcz jej profetyzm. Internet nieźle wspomaga epidemie.

Codziennie jestem atakowany pojedyńczymi memami lub ich szczepami: Euro 2012, autostrady, “bezpłatna” służba zdrowia, waluta Euro, badania w internecie są niewiarygodne, czy gdzieś to było już sprawdzone na świecie, firma “międzynarodowa” lepiej cię obsłuży, polska wieś jest biedna, Polska jest krajem niebezpiecznym, gdyby nie przymus szkolny dzieci nie chodziłyby do szkoły etc., etc.

Memy tak głęboko zagnieżdzają się w mózgach i tak szybko przenoszą z człowieka na człowieka, że natychmiast uzyskują status prawdy objawionej, oczywistości, z którą nie wypada nawet dyskutować poprzez niewinne pytania, status niepokalanego poczęcia…

Czy cokolwiek można z tym zrobić (wykluczając działania o charakterze czysto medycznym)? Nie.

Tak. Można produkować kontr-meny. Bardziej sexy.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 28.Czerwca 2009

Chaos komunikacyjny, w którym przyszło nam żyć, natłok informacji, których nasz biedny mózg nie jest w stanie przyjmować i przetwarzać,

ilość alternatyw, na które może być skierowana nasza uwaga i aktywność - powoduje, że o ile kiedyś polityk miał szanse na zbawienie - to teraz chyba już nie. Jeśli w jednym wydaniu przeciętnego tygodnika przeciętny człowiek otrzymuje więcej informacji niż w średniowieczu przez całe życie… to gdzie jest tu miejsce na jakąkolwiek poważną debatę i dyskusję

Pozostaje tylko infotaiment i propagandowe sztuczki. Inaczej nie ma żadnych szans na przebicie sie przez ten ekran chaosu. Pod tym względem politycy zachowują się jak najbardziej racjonalnie, podobnie zresztą jak i inni ludzie, gdy chodzi o ich interesy; wówczas postępują na ogół rozsądnie. Wyniki eurowyborów w Polsce zdają sie potwierdzać tezę o nadejściu ery postpolityki. Nie chodzi mi o to, że ta partia wygrała czy przegrała - chodzi o to, że głosowanie było całkowicie niemerytoryczne. Nie śledziłem jakoś nadmiernie uważnie (ale zapewne bardziej niż statystyczny Kowalski) kampanii, ale naprawdę trudno, bardzo trudno było w niej znaleźć jakikolwiek merytoryczny konkret.

Kłopot z konkretem polega na tym - że wyborca go nie potrzebuje. Gdyby było takie zapotrzebowanie społeczne - jestem absolutnie pewien - że politycy “wykuliby je na blachę”, a tak… “gram w to w co wygrywam”. Polityka czy telewizja jest lustrem ludzkich potrzeb. Dostarcza taki towar na jaki jest zapotrzebowanie. Jest zapotrzebowanie na ludożerkę… proszę bardzo, na pot i łzy … zapraszamy.

Niestety wygląda na to, że w epoce twitteryzacji debaty publiczniej,  przy obecnie funkcjonującej ordynacji wyborczej - nic się nie zmieni. Pewną poprawę dałoby zapewne wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych - w tym przypadku głosuje się przynajmniej na jakichś życiorys (skoro poglądami lud nie jest zainteresowany). Tymczasem jenak nie wygląda na to, żeby “grupy trzymające władze” dopuściły do tego, żeby mógł gdzieś tam dostać sie ktoś spoza gangu. Groziłoby to utratą kontroli i władzy, faktycznej władzy, a nie tej zapisanej w konstytucji. Bo w Polsce faktyczną władzę sprawują ci, którzy dzisiaj układają listy wyborcze.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 16.Czerwca 2009

Poza Programem: Dziennik i inni

Zgodnie z przewidywaniami na rynku prasowym trwa burza z piorunami. Są pierwsze ofiary. Wiele osób zastanawia się nad porażką “Dziennika”,

środowiskowo niektórzy ze złośliwą satysfakcją, wymieniają nawet różne nazwiska, które ich zdaniem winne są faktycznego upadku tej gazety.

Owszem, nagła zmiana frontu, próba stworzenia jeszcze bardziej Gazety Wyborczej, miała pewien wpływ, ale tylko na przyspieszenie upadku, a nie była jego głównym powodem.

Prawda jest dość banalna - tytuł pojawił się na rynku w złym czasie i nic tu nic nie mogło zmienić. Walec historii. To tak jakby w latach 90. zakładać fabrykę maszyn do pisania, gdy wszystcy kupowali pecety. Są sytuacje rynkowe, w których nie można nic zrobić. Kropka.

Jesienią ma dojść do połączenia dwóch małych słoni (tj. Dziennika i Prawnej) i wg deklaracji ma z tego powstać duży słoń. Jak uczy historia marketingu niemal nigdy się to nie udaje. Jednak chętnych, żeby próbować nie brakuje. Istnieje jednak opinia, że nie jest to żadne połączenie tylko pozwolenie na wyjście z twarzą Springera z historii z Dziennikiem. Jak jest w rzeczywistości - zobaczymy jesienią.

Ja w ogóle, niestety, nie wierzę, że managerowie prasowi, mogą jeszcze coś na rynku prasowym zdziałać. Ich przywiązanie do papieru jest tak silne jak narkomana do strzykawki, blokady w mózgu zabetonowane na amen, a rozżalenie głębokie, jak morze… Ostatnia afera z ujawnieniem nazwiska bloggerki Kataryny to nie tylko opowieść o stanie duszy tego czy innego redaktora - to przede wszystkim gwałtowny protest przeciwko utracie kontroli nad treścią przez redakcje i koncerny. Niestety, czas w którym pan Iksiński czy Kowalski będzie mówił łaskawie co Polacy mogą przeczytać, a czego nie, bezpowrotnie się skończył. Część redaktorów i managerów odmawia jednak przyjęcia tego do wiadomości. Stąd te pisane jadem notki, że Microsoft zapłacił 240 mln USD za 1,6 % Facebooka i że na pewno przepłacili, a potem jak znani z rozrzutności w biznesie Rosjanie, w dnie kryzysu, płacą 200 mln USD za niecałe 2% wspomnianego Facebooka, no to już nie wiadomo co o tym myśleć…

Jestem pewien, że w Polsce mogą przetrwać jako dochodowy biznes i Gazeta Prawna i Rzeczpospolita i Parkiet (+ Wyborcza i tabloidy), ale pod warunkiem, że pogodzą się intelektualnie i emocjonalnie, że świat się zmienił i to co było, to już nie będzie. Jeśli wybiorą zdecydowany i rozsądny kurs na migrację do internetu (czyli miejsca gdzie jest CZYTELNIK, bo nie o internet chodzi, tylko o niego) mają szanse, bo mimo wszystko, u nas sprawy nie zaszły już tak daleko jak w USA.

Zależy to jednak o szybkich decyzji, bo czekanie, aż wrócą stare dobre czasy, doprowadzi do tego, co obserwujemy w USA - dla większości jest już zdecydowanie za późno.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 09.Czerwca 2009

Poza Programem: Bagno?

Obejrzałem wczoraj program Tomasza Lisa w telewizorze. W znacznej części poświęcony był internetowi, a właściwie “bagnie”, “szambu” etc. za jaki część dyskutantów uważa ten - chyba - najważniejszy wynalazek XX wieku.

Słuchając tego wszystkiego miałem wrażenie, że widocznie ja i część gości Tomasza Lisa, uczestniczymy w jakichś innych sieciach? Ja bowiem nie natykam się na każdym kroku w sieci ani na bagno, ani na szambo… Widocznie każdy znajduje w sieci to czego szuka…

Na marginesie przypomina to dyskusję sprzed kilku lat o pornografii w Polsce. Część dyskutantów ciągle się na nią natykała i nieustannie była przez nią osaczana… Tymczasem ja nie pamiętam w ogóle, żeby pornografia w Polsce mnie “zaatakowała” , ani tym bardziej “osaczyła”…

Ciekawe na ile to wszystko wynika z buntu i frustracji przeciwko rychłemu końcowi kontroli nad treścią przez redakcje i koncerny, co w USA już się stało, a w Polsce właśnie staje się, a na ile tym, że to “człowiek musi pogryźć psa”, bo inaczej to nieciekawe dla ludu.

Pocieszające jest jedynie to, że nikt nie wezwał do cenzurowania internetu.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 02.Czerwca 2009