O autorze

Robiłem w życiu różne rzeczy: konspirowałem przeciw komunistom, byłem dziennikarzem, managerem, przedsiębiorcą...
Mieszkałem w kilku krajach, najdłużej 7 lat w USA; w 1996 wróciłem do Polski, gdzie również robię sporo różnych rzeczy, m.in. piszę tego bloga...
Poglądy, myśli i myślątka zawarte w tym blogu są tylko i wyłącznie moimi prywatnymi poglądami i w żadnym stopniu nie odzwierciedlają stanowiska firm i instytucji z którymi jestem związany.

Poza Programem: Internet i wybory

Wybory do Europarlamentu cieszą się - delikatnie mówiąc - niewielkim zainteresowaniem społecznym. W Internecie - sprawy dużo mniejszego kalibru uzyskują dużo większy rezonans. Jednak mimo tego, że sprawa nie jest sexy, partie i kandydaci mogliby w Internecie zrobić dla siebie dużo więcej. Jest to o tyle łatwe, że nie robią prawie nic. Podobnie było zresztą [...]

Wybory do Europarlamentu cieszą się - delikatnie mówiąc - niewielkim zainteresowaniem społecznym. W Internecie - sprawy dużo mniejszego kalibru uzyskują dużo większy rezonans. Jednak mimo tego, że sprawa nie jest sexy, partie i kandydaci mogliby w Internecie zrobić dla siebie dużo więcej. Jest to o tyle łatwe, że nie robią prawie nic. Podobnie było zresztą było w poprzednich wyborach. Chyba, że za bycie w internecie uważa się zawieszenie skostniałej i statycznej strony internetowej.

Jak sądzę dzieje się z tak z powodu nieświadomości zmian, które wokół zachodzą. Już dawno w Polsce Internet przestał być zabawką małolatów i biznesu, a stał się potężnym monstrum, zapewniającym dostęp do informacji i umożliwiającym poziomą komunikację - poza mediami, poza klasą polityczną czy formami, które kiedyś dominowały (spotkania, konferencje, wiece etc). Ani media, ani politycy nie przyjmują tego do wiadomości.  Być może przyjmą, jak połowa gazet zbankrutuje, a wyborach sukces osiągnie jakichś polski Howard Dean czy Barack Obama. Internet będzie dla polskiej polityki, tym czym była telewizja dla wojny wietnamskiej. (Nie jest to pytanie “czy”, tylko “kiedy”?).

W tej chwili dostęp do sieci posiada 52% Polaków  (Rocznik Statystyczny Przemysłu Mediowego, 2008). Przyglądając się strukturze demograficznej (pod względem wykształcenia, dochodów, wieku) są to bez wątpienia liderzy opinii. Nie jest bynajmniej prawdą, że to głównie młodzież. Wśród korzystających z Internetu osoby w wieku 15 - 24 to 33,9 w populacji internautów ( 25 - 39 lat = 36,2%, 40 - 59 lat = 26,8%, powyżej 60 lat - 3,1%). Nie jest też do końca prawdą, że Internet to zabawa mieszczuchów. W 2006 roku na wsi dostęp do Internetu posiadało 21% mieszkańców, a w 2008 już 32% - w wielkich miastach powyżej 500 tyś zasięg ten wynosi 56%. Najszybciej jednak internet rozwija się właśnie na wsiach i w małych miastach. Niezależnie już od wysiłków rządu (przeregulowanie, monopole, oligopole etc.,  sprawiają, że mamy jeden z najdroższych dostępów do sieci w cywilizowanych  krajach) w ciągu kilku lat z całą pewnością w zasięgu sieci znajdzie się 80% społeczeństwa. I będzie to zupełnie inne społeczeństwo, niż te które mamy obecnie. Dostęp do informacji, pozioma komunikacja sprawiają, że obywatel nieustannie spotyka się z różnymi punktami widzenia i nie jest już tak podatny na propagandę telewizyjną. Już nawet w 2009 roku możemy powiedzieć, że powiedzenie Jacka Fedorowicza z okresu stanu wojennego “Kto ma telewizję  ten ma waaaadze”, jest nieaktualne.

Oczywiście politycy tego nie rozumieją. Jak nieboszczyk Berioz z “Mistrza i Małgorzaty” potrzebują dowodu. Zapewne, niebawem, będzie im przedstawiony…

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 30.Kwietnia 2009

Poza Programem: Sól w oku

Wolność w internecie od dawna spędza sen z oczu różnego rodzaju biurokratom. Wystarczy przypomnieć próbę odebrania Amerykanom zarządzania systemem domen przez UE, czy kuriozalną ofertę byłego przewodniczącego KRRIT, który z uwagi na to , że “rada” ma “duże doświadczenie w kontrolowaniu treści” ofertował się do kontrolowania treści w internecie… To ten sam Pan, który publicznie [...]

Wolność w internecie od dawna spędza sen z oczu różnego rodzaju biurokratom. Wystarczy przypomnieć próbę odebrania Amerykanom zarządzania systemem domen przez UE, czy kuriozalną ofertę byłego przewodniczącego KRRIT, który z uwagi na to , że “rada” ma “duże doświadczenie w kontrolowaniu treści” ofertował się do kontrolowania treści w internecie… To ten sam Pan, który publicznie oskarżył telewizje o stosowanie reklam podprogowych, na dowód przyniósł kasetę video z wyraźnymi przebiciami, a na koniec się okazało, że jego szwagier, który to nagrywał miał źle ustawioną antenę telewizyjną…

5 maja Parlament Europejski ma głosować tzw. Pakiet Telekomunikacyjny. Pozornie pakiet dotyczy głównie kwestii technicznych, gdy się jednak zajrzy nieco głębiej to okazuje się, że pod pozorem walki z “piractwem”, “stronami rasistowskimi, antysemickimi, godzącymi w dobre imię” usiłuje się przemycić przepisy, które umożliwią odcinanie internautów od sieci plus - największe i najbardziej niebezpieczne kuriozum - Pakiet Telekomunikacyjny (wg niektórych) umożliwia dostawcom internetu tworzenie pakietów stron, tak jak dzisiaj oferują pakiety telewizje kablowe! Ponoć w komisjach najostrzejsza forma tego zapisu przepadła - niemniej dostawcy internetu mają mieć prawo blokowania dostępu do “niektórych” stron i usług!

Trudno to wszysko sobie wyobrazić i mam nadzieję, że nie dostanę od swjego providera oferty typu “pakiet 25″ (Google, Amazon, Yahoo etc) za 3 złote miesięcznie - pierwsze 3 miesiące gratis. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Nadzieja nieco gaśnie jak przypomnę sobie uchwały parlamentu UE o dopuszczalnej krzywiźnie bananów czy uznaniu marchewki za owoc.

KOMENTARZE (1)
ZOBACZ WSZYSTKIE SKOMENTUJ ARTYKUŁ
nalezy sprawdzic:) Shenlyreels
08 12 2011, 06.36
Autor: Cezary Kaźmierczak | 28.Kwietnia 2009

Ciekawy kwiatek z Państwowej Komisji Wyborczej. Jak donoszą media PKW nie zgadza się na rejestrację krakowskiej “1″ w wyborach do europarlamentu pod nazwiskiem Róża Thun (którego używa) a żąda rejestracji jako Róża Maria Gräfin von Thun und Hohenstein (które stoi w papierach).
Ciekawe, jak na małopolskich wsiach będą głosować na Różę Marię Gräfin von Thun und [...]

Ciekawy kwiatek z Państwowej Komisji Wyborczej. Jak donoszą media PKW nie zgadza się na rejestrację krakowskiej “1″ w wyborach do europarlamentu pod nazwiskiem Róża Thun (którego używa) a żąda rejestracji jako Róża Maria Gräfin von Thun und Hohenstein (które stoi w papierach).

Ciekawe, jak na małopolskich wsiach będą głosować na Różę Marię Gräfin von Thun und Hohenstein. He, he, he…

Powyższy przypadek może powstrzyma co poniektórych od nadawania różnych, najczęściej anglojęzycznych, skomplikowanych nazw dla produktów dla szerokich mas. Albo nazywania po angielsku banku, który miał ponoć mieć ofertę dla mieszkańców małych miast…

Ech… Nie powstrzyma.

Za to PKW swoją decyzją może skutecznie powstrzymać Różę Thun…

Skądinąd biurokratyczną decyzję PKW uważam za niemądrą i sprzeczną ze zdrowym rozsądkiem. Skoro posługuje się publicznie od lat takim nazwiskiem to niby dlaczego nie może pod nim kandydować? Tylko dlatego, że jakiemuś miłośnikowi papieru kancelaryjnego literki się nie zgadzają?

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 27.Kwietnia 2009

Powoli zaczyna się zanosić na to, że Centrum im. Adama Smitha, obok wolności gospodarczej, będzie musiało sobie wpisać na sztandary wolność słowa.
Powodem są coraz częstsze ataki na nią, niestety również z udziałem sądów Rzeczpospolitej. Po PRL-u wydawało się, że ta sprawa jest definitywnie załatwiona.  Wielu prominentów politycznych siedziało za nią w więzieniach, a postkomuniści wiedzieli, [...]

Powoli zaczyna się zanosić na to, że Centrum im. Adama Smitha, obok wolności gospodarczej, będzie musiało sobie wpisać na sztandary wolność słowa.

Powodem są coraz częstsze ataki na nią, niestety również z udziałem sądów Rzeczpospolitej. Po PRL-u wydawało się, że ta sprawa jest definitywnie załatwiona.  Wielu prominentów politycznych siedziało za nią w więzieniach, a postkomuniści wiedzieli, że “wolno im mniej”. Owszem zdarzały się pojedyńcze wybryki, ale były to właśnie wybryki.

Bezpośrednim powodem tego wpisu jest zupełnie skandaliczny artykuł Stanisława Podemskiego w Wyborczej ws. Zyzak - Wałęsa, w którym publicysta szuka sposobów w jaki sposób użyć Rzeczpospolitą w tej sprawie, bo pozew cywilny - to jego zdaniem - za mało. Najchętniej Podemski użyłby artykułu 212, ale niestety, pisze, nie jest on dobrze widziany, ani w Starasburgu, ani w Brukseli. I pomyśleć, że publikuje to gazeta wprost wywodząca się z największego podziemnego pisma - Tygodnika Mazowsze… Zdaje się zaczyna dochodzić do głosu pokolenie, które tego już nie pamięta Mysiej 5 (adres cenzury prl).

Kolejne kwiatki z tejże śmierdzącej łączki: to sądowy zakaz emisji spotu PIS, śledztwo prokuratorskie przeciwko autorom książki o Wałęsie (proponuje na biegłego wziąć Jaruzelskiego z Kiszczakiem - mają doświadczenie w tych kwestiach) , nieustanne nawoływanie z różnych stron, że zrobić “porządek” z Palikotem lub Rydzkiem itp. itd.

Tak się składa, że w czasie szczytu “politycznej poprawności” i “afirmative action” mieszkałem w USA, była tam cała masa jeszcze głupszych pomysłów i akcji. Udało się to wszystko powstrzymać gdy w większej mierze włączono zdrowy rozsądek oraz sprawy trafiły przed sądy. Wówczas amerykańskie sądy zdecydowanie przeciwstawiły się cenzorskim zapędom, zawsze stając po stronie wolności.

Z przykrością muszę stwierdzić, że sądy Rzeczpospolitej, raczej po stronie wolności nie stoją.

Kluczowe znaczenie w USA miał jednak wyrok Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych w sprawie Larrego Flynta i jego głupich, niesmacznych, a czasem nikczemnych publikacji. W tym wyroku sędziowie US Supreme Court jednoznacznie rozstrzygnęli, że wolność słowa jest wyższą wartością od czyichś uczuć (w tym religijnych) oraz od prawdy.

W Polsce, niestety, nie możemy na to liczyć. Jedyną nadzieją jest internet, choć w Brukseli już pojawiają się różnego rodzaju “pomysły”, o czym wkrótce.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 26.Kwietnia 2009

Poza Programem: List w obronie

Poniżej list w w sprawie właściwego rozumienia pojęcia public relations. Niestety, obawiam się, że sprawy zaszły już tak daleko, że w Polsce PR w percepcji nie będzie tym czym profesjonalny PR jest - czyli “prawdą dobrze powiedzianą”…
Szanowni Państwo,
W ostatnim czasie nagminnym stało się nadużywanie w debacie publicznej terminu public relations. Wyrażenie to jest stosowane przez [...]

Poniżej list w w sprawie właściwego rozumienia pojęcia public relations. Niestety, obawiam się, że sprawy zaszły już tak daleko, że w Polsce PR w percepcji nie będzie tym czym profesjonalny PR jest - czyli “prawdą dobrze powiedzianą”…

Szanowni Państwo,

W ostatnim czasie nagminnym stało się nadużywanie w debacie publicznej terminu public relations. Wyrażenie to jest stosowane przez uczestników życia publicznego, szczególnie polityków, jako określenie równoznaczne z manipulacją, propagandą czy kłamstwem. Tymczasem PR nie ma nic wspólnego z takimi działaniami. Public relations to komunikacja i dialog z otoczeniem, których celem jest budowa zaufania i zrozumienia.

Jako przedstawiciele branży PR, środowiska naukowego i biznesowego stanowczo protestujemy przeciwko deprecjonowaniu terminu public relations. Jest on nie tylko określeniem zbioru działań, ale również zawodu wykonywanego przez tysiące osób zgodnie z zasadami etyki i Kodeksem Dobrych Praktyk. Osoby te czują się bezustannie obrażane przez utożsamianie ich profesji z kłamliwą propagandą.

Public relations to działania wykluczające posługiwanie się kłamstwem. Jeśli ktoś wprowadza opinię publiczną w błąd, manipuluje lub tuszuje rzeczywistość, nie prowadzi działań PR. Public relations opiera się bowiem wyłącznie na prawdzie i zakłada uczciwą i rzetelną komunikację na temat prowadzonych działań.

Z wyrazami szacunku,

Paweł Trochimiuk, Prezes Zarządu, Związek Firm Public Relations
Joanna Delbar, Wiceprezes Zarządu, Związek Firm Public Relations
Jacek Jakubczyk, Wiceprezes Zarządu, Związek Firm Public Relations
dr Dariusz Tworzydło, Prezes, Polskie Stowarzyszenie Public Relations
Marek Wróbel, Prezes, Fundacja Internet PR
Henryka Bochniarz, Prezydent, PKPP Lewiatan
prof. dr hab. Janusz Adamowski, Dziekan Wydziału Dziennikarstwa, Uniwersytet Warszawski
prof. dr hab. Piotr Dominiak, Dziekan Wydziału Zarządzania i Ekonomii, Politechnika Gdańska
prof. dr hab. Jerzy Olędzki, Kierownik Międzyzakładowej Pracowni Marketingu Medialnego i PR, Instytut Dziennikarstwa Uniwersytet Warszawski
dr Andrzej Stolarczyk, Przedstawiciel, Rada Etyki Public Relations

List można podpisać na stronie www.glospr.pl.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 24.Kwietnia 2009