Poza Programem: Internet i wybory
Wybory do Europarlamentu cieszą się - delikatnie mówiąc - niewielkim zainteresowaniem społecznym. W Internecie - sprawy dużo mniejszego kalibru uzyskują dużo większy rezonans. Jednak mimo tego, że sprawa nie jest sexy, partie i kandydaci mogliby w Internecie zrobić dla siebie dużo więcej. Jest to o tyle łatwe, że nie robią prawie nic. Podobnie było zresztą [...]
Wybory do Europarlamentu cieszą się - delikatnie mówiąc - niewielkim zainteresowaniem społecznym. W Internecie - sprawy dużo mniejszego kalibru uzyskują dużo większy rezonans. Jednak mimo tego, że sprawa nie jest sexy, partie i kandydaci mogliby w Internecie zrobić dla siebie dużo więcej. Jest to o tyle łatwe, że nie robią prawie nic. Podobnie było zresztą było w poprzednich wyborach. Chyba, że za bycie w internecie uważa się zawieszenie skostniałej i statycznej strony internetowej.
Jak sądzę dzieje się z tak z powodu nieświadomości zmian, które wokół zachodzą. Już dawno w Polsce Internet przestał być zabawką małolatów i biznesu, a stał się potężnym monstrum, zapewniającym dostęp do informacji i umożliwiającym poziomą komunikację - poza mediami, poza klasą polityczną czy formami, które kiedyś dominowały (spotkania, konferencje, wiece etc). Ani media, ani politycy nie przyjmują tego do wiadomości. Być może przyjmą, jak połowa gazet zbankrutuje, a wyborach sukces osiągnie jakichś polski Howard Dean czy Barack Obama. Internet będzie dla polskiej polityki, tym czym była telewizja dla wojny wietnamskiej. (Nie jest to pytanie “czy”, tylko “kiedy”?).
W tej chwili dostęp do sieci posiada 52% Polaków (Rocznik Statystyczny Przemysłu Mediowego, 2008). Przyglądając się strukturze demograficznej (pod względem wykształcenia, dochodów, wieku) są to bez wątpienia liderzy opinii. Nie jest bynajmniej prawdą, że to głównie młodzież. Wśród korzystających z Internetu osoby w wieku 15 - 24 to 33,9 w populacji internautów ( 25 - 39 lat = 36,2%, 40 - 59 lat = 26,8%, powyżej 60 lat - 3,1%). Nie jest też do końca prawdą, że Internet to zabawa mieszczuchów. W 2006 roku na wsi dostęp do Internetu posiadało 21% mieszkańców, a w 2008 już 32% - w wielkich miastach powyżej 500 tyś zasięg ten wynosi 56%. Najszybciej jednak internet rozwija się właśnie na wsiach i w małych miastach. Niezależnie już od wysiłków rządu (przeregulowanie, monopole, oligopole etc., sprawiają, że mamy jeden z najdroższych dostępów do sieci w cywilizowanych krajach) w ciągu kilku lat z całą pewnością w zasięgu sieci znajdzie się 80% społeczeństwa. I będzie to zupełnie inne społeczeństwo, niż te które mamy obecnie. Dostęp do informacji, pozioma komunikacja sprawiają, że obywatel nieustannie spotyka się z różnymi punktami widzenia i nie jest już tak podatny na propagandę telewizyjną. Już nawet w 2009 roku możemy powiedzieć, że powiedzenie Jacka Fedorowicza z okresu stanu wojennego “Kto ma telewizję ten ma waaaadze”, jest nieaktualne.
Oczywiście politycy tego nie rozumieją. Jak nieboszczyk Berioz z “Mistrza i Małgorzaty” potrzebują dowodu. Zapewne, niebawem, będzie im przedstawiony…
SKOMENTUJ ARTYKUŁ