O autorze

Robiłem w życiu różne rzeczy: konspirowałem przeciw komunistom, byłem dziennikarzem, managerem, przedsiębiorcą...
Mieszkałem w kilku krajach, najdłużej 7 lat w USA; w 1996 wróciłem do Polski, gdzie również robię sporo różnych rzeczy, m.in. piszę tego bloga...
Poglądy, myśli i myślątka zawarte w tym blogu są tylko i wyłącznie moimi prywatnymi poglądami i w żadnym stopniu nie odzwierciedlają stanowiska firm i instytucji z którymi jestem związany.

Poza Programem: Declan Ganley

Nie należę ani do sympatyków, ani do przeciwników Declana Ganleya, irlandzkiego milionera, który de facto zablokował - co najmniej narazie - przyjęcie konstytucji europejskiej, nazwanej dla zmyłki “traktatem reformującym”.
Kompletnie zaś nie rozumiem zamieszania w związku z wywiadem jakiego Ganley udzielił telewizji i prób linczowania z tego tytułu jej prezesa. Czy Ganley jest jakimś terrorystą? Czy [...]

Nie należę ani do sympatyków, ani do przeciwników Declana Ganleya, irlandzkiego milionera, który de facto zablokował - co najmniej narazie - przyjęcie konstytucji europejskiej, nazwanej dla zmyłki “traktatem reformującym”.

Kompletnie zaś nie rozumiem zamieszania w związku z wywiadem jakiego Ganley udzielił telewizji i prób linczowania z tego tytułu jej prezesa. Czy Ganley jest jakimś terrorystą? Czy prowadzi nielegalne działania? Czy pod groźbą zabicia i spalenia domu zmusił Irlandczyków, żeby głosowali przeciw? Słowem: czy Ganley nie ma prawa publicznie się w Polsce wypowiadać?

W moim przekonaniu wystąpienia przeciw temu, żeby Ganley mógł się wypowiadać w Polsce, to w istocie działania przeciw wolności słowa i próba wprowadzania cenzury. Wszyscy, którzy w tym uczestniczą powinni wziąć pod uwagę, że ich poglądy niebawem też dla kogoś mogą się wydać niecenzuralne i też mogą stać się obiektami różnych medialnych linczów i nagonek. Kto wie może za kilka lat euroentuzjazm okaże się wsteczny, nienowoczesny i godny napiętnowania.

Niestety, czy się to komuś podoba czy nie, wolność słowa, to również mówienie rzeczy, które nas oburzają, irytują czy wręcz idiotyzmów. I wystarczy jednej osobie zamknąć usta, a potem będą kolejne, do czasu aż uda się przy pomocy pałki wypracowac jeden, jedynie słuszny “pogląd”.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 30.Marca 2009

Mój artykuł w Rzeczpospolitej (25.03.09)
Polacy jak zwykle lubią narzekać, ale w gruncie rzeczy – są optymistami. Ponad połowa z nas jest zadowolona z życia, także z sytuacji finansowej  - taki obraz wyłania się z badania MoneyTrack 2009. Badanie jest fotografią postaw Polaków wobec pieniędzy i jest realizowane Centrum im. Adama Smitha, Dom Badawczy Maison i [...]

Mój artykuł w Rzeczpospolitej (25.03.09)

Polacy jak zwykle lubią narzekać, ale w gruncie rzeczy – są optymistami. Ponad połowa z nas jest zadowolona z życia, także z sytuacji finansowej  - taki obraz wyłania się z badania MoneyTrack 2009. Badanie jest fotografią postaw Polaków wobec pieniędzy i jest realizowane Centrum im. Adama Smitha, Dom Badawczy Maison i MMT Management.

Wielu z nas nie wierzy w poprawę swojej sytuacji,  ale mimo to gotowych jest podjąć działanie w kierunku poprawy swoich finansów (47,7% poprzez dodatkową pracę w swoim zawodzie, 43,3% pracę dorywczą, 33,9% jest gotowa wyjechać do pracy za granicę). Choć najwięcej Polaków gotowych jest w tym celu zakupić los na loterii (aż 56,9%; szansa wygrania 1 do 14 mln). Zaskoczeniem jest, że ta negatywna ocena własnej sytuacji materialnej jest w stosunkowo niewielkim stopniu związana z dochodami, a bardziej z uwarunkowaniami psychologicznymi.

Przeczytaj resztę tego wpisu »

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 25.Marca 2009

Poza Programem: Wasset

Z niejakim zdziwieniem zobaczyłem w kilku miejscach “bezpłatny tygodnik ogłoszeniowy” Wasset, wydawany w nakładzie 200 tyś egzemplarzy i dystrybuowany w Warszawie. Przedsięwzięcie wygląda na poważne.
Wygląda na to, że wydawca wie coś czego ja nie wiem. Niby liczba dzienników na świecie rośnie (z 10,524 w 2003 roku, 11,684 w roku 2007), ale to na świecie. W [...]

Z niejakim zdziwieniem zobaczyłem w kilku miejscach “bezpłatny tygodnik ogłoszeniowy” Wasset, wydawany w nakładzie 200 tyś egzemplarzy i dystrybuowany w Warszawie. Przedsięwzięcie wygląda na poważne.

Wygląda na to, że wydawca wie coś czego ja nie wiem. Niby liczba dzienników na świecie rośnie (z 10,524 w 2003 roku, 11,684 w roku 2007), ale to na świecie. W USA sprawy nie mają się już tak różowo. W ciągu ostatnich 10 lat dzienna sprzedaż dzienników spadła z 60 mln egzemplarzy do 51 mln. Podobne trendy można na wszystkich bardziej rozwiniętych rynkach (W Polsce 2006 vs 2007: - 11,50%).

Nie to jest jednak najważniejsze. Waseet to gazeta ogłoszeń drobnych - a tutaj rynek zadaje ciosy najbardziej dotkliwe. O ile 2005 vs 2006 spradek w tej grupie wyniósł około 2%, to rok później było to już prawie 17%. Drobne ogłoszenia wyemigrowały sobie do internetu.

Co przy takich trendach szukać na rynku? Jedyne co przychodzi mi do głowy to to,  że wydawcy Waseet wiedzą coś czego nie wiedzą inni lub, że papier stanowi po prostu jedno z narzędzi promocji serwisu internetowego.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 23.Marca 2009

Poza Programem: Cena wolności

Nie chcę mi się pisać co sądzę o ludziach, którzy mówią o Prezydencie mojego kraju  “Mały, niedorozwinięty, głupi człowiek zwany prezydentem Polski, …”. Niezależnie od tego kto nim jest. Powiem tylko, że bardzo źle sądzę.
Doprawdy trudno już wymyślić rzecz, której media nie zrobią, żeby przyciągnąć kolejnych 5 słuchaczy, widzów czy czytelników.
Niestety, również, nie najlepiej  sądzę [...]

Nie chcę mi się pisać co sądzę o ludziach, którzy mówią o Prezydencie mojego kraju  “Mały, niedorozwinięty, głupi człowiek zwany prezydentem Polski, …”. Niezależnie od tego kto nim jest. Powiem tylko, że bardzo źle sądzę.

Doprawdy trudno już wymyślić rzecz, której media nie zrobią, żeby przyciągnąć kolejnych 5 słuchaczy, widzów czy czytelników.

Niestety, również, nie najlepiej  sądzę o ludziach, słusznie oburzonych skądinąd tą wypowiedzią, którzy chcą penalizować tego typu wybryki. Wolność słowa - to niestety - również wolność gadania idiotyzmów, nikczemności, głupot etc. To  jest cena, którą należy zapłacić. Niestety. Problem leży w wyznaczaniu granicy co można a czego nie można mówić i kto ma ową granicę wyznaczać, a także w niebezpieczeństwie jej przesuwania - Wielkiej Pokusie polityków. Jutro może się bowiem okazać, że “przekraczają granicę wolności słowa”  Piotr Semka albo Janusz Rolicki.

Mam nadzieję tylko, że Kancelaria Prezydenta nie da się zaprzęgnąć do udziału w kolejnym show pana Wojewódzkiego i Figurskiego i potraktuje ten wybryk, tak jak on na to zasługuje - milczeniem.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 20.Marca 2009

Poza Programem: Google - Wielki Brat

Google zapowiedziało, że wkrótce wprowadzi na rynek system reklamowy pod nazwą  Interest Based Ads.  O co chodzi? Otóż Google zamierza tworzyć indywidualne profile użytkowników i na tej podstawie dostarczać mu reklamy (linki sponsorowane). Zbieranie danych ma być oparte na naszych wędrówkach po sieci. Jeśli na przykład często zaglądamy na stronki z psami - Google wyświetli [...]

Google zapowiedziało, że wkrótce wprowadzi na rynek system reklamowy pod nazwą  Interest Based Ads.  O co chodzi? Otóż Google zamierza tworzyć indywidualne profile użytkowników i na tej podstawie dostarczać mu reklamy (linki sponsorowane). Zbieranie danych ma być oparte na naszych wędrówkach po sieci. Jeśli na przykład często zaglądamy na stronki z psami - Google wyświetli nam reklamy karmy dla piesków, psiego fryzjera czy sklepu z obrożami. Już nigdy więcej reklam bokserek dla pań i biustonoszy dla panów!

Zważywszy, że Google ze swoimi “linkami sponsorowanymi” dociera do 75% internautów na świecie - będziemy zapewne mieli do czynienia z największą bazą danych (również tzw. wrażliwych) na świecie.

Oczywiście Google zapewnia, że profile będą anonimowe etc. Tyle tylko, że gigant zapisuje w swoim zeszyciku numery IP a stąd do pełnej identyfikacji użytkowników już tylko krok.

Czy jest to niebezpieczne? Dla niektórych może być. Znając słabość internetowych gigantów do chińskiego reżimu, kto wie czy pewnego dnia chińska partia komunistyczna nie poprosi o IP użytkowników o nieprawomyślnym profilu, zapewniając, “że toczy się śledztwo w sprawie obalenia ustroju siłą”, a Google “jako że szanuje lokalne prawo” i “postępuje zgodnie z prawem kraju w którym świadczy usługi” - takie dane dostarczy.

Z takim profilem jest podobnie jak z prawem gospodarczym w Polsce.  Wypełnianie go jest niemożliwe, ale oczywiście milionom przedsiębiorstw nic z tego tytułu nie grozi. Ale jeśli wypadnie na Iksińskiego, któremu ktoś chce zrobić kuku, to oczywiście “na podstawie tego prawa” można mu owe kuku zrobić…

Zgoda na taki monitoring jest - wg. Google - “domniemana”. Czyli aby nie być śledzonym trzeba się wypisać. Gdzie to zrobić? Łatwo nie jest znaleźć - bynajmniej nie można się spodziewać kampanii reklamowej na ten temat. Ale jak nie chcesz mieć za sobą googlowego ogona możesz wrzucić w Googlu hasło Ads Preferences Manager i tam można się uwolnić. Mam nadzieję, że skutecznie, ale pewien nie jestem.  Może jest jakichś drugi bardziej tajny zeszycik.

BRAK KOMENTARZY
SKOMENTUJ ARTYKUŁ
Autor: Cezary Kaźmierczak | 19.Marca 2009